piątek, 29 stycznia 2016

Powieść - II "Rozmowa o pracę"

Witajcie serdecznie! Chciałam tu pisać częściej, a wyszło na to, iż nie robiłam tego już prawie od miesiąca. Muszę się przy tym wytłumaczyć, powodem wcale nie było lenistwo. Po prostu miałam i w sumie nadal po części mam, nieco na głowie. Pisałam kolokwium z 12 lektur z jednego przedmiotu, a zdobycie tych książek było już wyzwaniem. Połowę z nich czytałam ze zdjęć na telefonie - ale mnie oczy potem bolały. Ponadto styl pisania też mógł czasem utrudniać odbiór, bo chodzi tu o literaturę staropolską. Najważniejsze jednak, że udało mi się je przeczytać. Kół już trochę miałam i czekają mnie jeszcze trzy, chyba że liczyć poprawki. ;/ Na szczęście, jak na razie, wszystko zaliczone. Nie przedłużając napiszę teraz kontynuację tego, co zaczęłam poprzednio. Szczerze, to kompletnie nie mam pojęcia, jak dalej przekształci się fabuła, wyjdzie w praniu. xD

- "Kto by pomyślał, że życie potrafi się tak diametralnie odmienić w ciągu niecałej doby? I to za sprawą jednego przypadkowo zauważonego ogłoszenia..." - w tej chwili Emma, prowadząca w myślach monolog, została sprowadzona na ziemię przez alarm z jej telefonu. Wyłączając go mimowolnie dojrzała też godzinę - 10.30. Miała teraz 30 minut na to, by przygotować się do wyjścia. Poprzedniego dnia ustaliła z Giovannim, iż podjedzie on po nią około jedenastej, a wtedy razem ruszą na rozmowę o pracę.
W ogólnym zarysie młoda kobieta była już gotowa, wykonała tylko kreski eyelinerem, pokryła rzęsy tuszem, po czym prysnęła w swoją stronę trzy razy wodą perfumowaną. Następnie przeszła się trochę po ogródku, wpatrując się w bijące energią oraz intensywnym zapachem kwiaty. Ta przechadzka po świecie natury sprawiła, że Em nawet nie zorientowała się, jak czas upłynął. Usłyszała tylko klakson samochodu, dźwięk najwyraźniej dobiegający sprzed jej domu. Zerknęła szybko w ekran komórki i zauważyła smsy informujące o fakcie, iż Giovanni zaraz tu będzie oraz następne wyrażające obawę o to, czy dziewczyna nadal żyje, bo przecież nie odpisała. Wobec takich okoliczności Emma od razu pobiegła w stronę auta.
- Hej! Jednak jesteś! - odrzekł z entuzjazmem Giovanni, wychylając się przy tym z samochodu z otwartym dachem.
- Wybacz, że nie odpowiadałam. Straciłam na chwilę kontakt z rzeczywistością...
- Ale nic ci nie jest? - spytał zatroskanym tonem. - Jeśli chcesz, to nie musimy tam dziś jechać.
- Ależ pojedziemy, naprawdę od naszego wczorajszego spotkania rozważałam sobie tę ofertę i coraz bardziej mnie ciekawi! A odnośnie nieodpisywania... Nie pomyślałeś, że mogłabym po prostu nie chcieć się już z tobą kontaktować, a wczoraj zachowywałam się tak tylko z grzeczności?
- Ani przez chwilę nie przyszło mi to na myśl. Dowcipna jesteś - podsumował młodzieniec. - Ale już nie gadaj, tylko wsiadaj - powiedział otwierając drzwi koło miejsca dla pasażera z przodu.
Emma wsiadając od razu zauważyła wyłożone płyty. Jedna z nich przykuła szczególnie jej uwagę.
- Którą płyta tak ci się spodobała? - spytał Giovanni odpalając auto.
- Soundtrack z Człowieka z blizną! Świetny film, lubię takie gangsterskie klimaty. A słuchając ścieżki dźwiękowej łatwiej można powrócić w ten klimat.
- To teraz odpalę z niej mój ulubiony kawałek z tego filmu - odparł umieszczając prawą ręką w odtwarzaczu płytę, po czym ustawił odpowiedni numer utworu.
Po paru sekundach Emma była już pewna, że mają podobny gust.
- Push it to the limit! Też mi się niezmiernie wręcz podoba! - skwitowała.
Dalsza część przejażdżki minęła młodym głównie na żartach i przekomarzaniach inicjowanych przez Em. Na miejscu byli piętnaście minut przed czasem. Wytyczona lokalizacja spotkania sytuowała się na obrzeżach miasta. W pobliżu nie zauważyli jednak żadnego domu, tylko drogę prowadzącą do lasu.
- Hm... Co jest? Nie takiego przyjęcia się spodziewałem, przyznaję - prawił Giovanni.
- Na pewno dobrze nastawiłeś GPS?
- Tak, specjalnie jeszcze po wczorajszej rozmowie wysłałem do tego kolesia smsa z prośbą o powtórne podanie współrzędnych.
- No nic, poczekamy - rzekła Emma zaczynając spacerować, towarzysz dołączył do owej praktyki i w końcu ruszyli w stronę lasu. Potem przechadzali się jednak tylko na jego początkowych terenach. Gdy była już 12.00 nadal nikt się nie zjawiał. W końcu wdali się w rozmowę na temat specyfiki ludzkiego życia - Giovanni głosił, iż przecież żyjemy w świecie najlepszym z możliwych - idąc za spostrzeżeniem Leibniza, a Emma, mimo swych ostatnich przemyśleń obstawała przy pesymistycznej wizji świata według Schopenhauera. Przede wszystkim jednak czyniła to, by nieco posprzeczać się z młodzieńcem i przy okazji dobrze się bawić. Dzięki tejże dyspucie aspirujący podróżnicy wypełnili sobie pół godziny. Kiedy skończyli jakże zajmującą konwersację, stwierdzili, iż czas w końcu zadzwonić do potencjalnego pracodawcy. Ten jednak nie odbierał.
- I co robimy? Wracajmy - proponowała Em - w końcu aż tak mi nie zależy.
- Jeszcze niedawno mówiłaś co innego. Chodź, przejdziemy się trochę po lesie. Jak nadjedzie jakieś auto, to zauważymy przecież, usłyszymy. Raczej nie przyjdzie tu z buta, zwłaszcza, że w najbliższej okolicy nie było żadnych domów.
Z początku Emma nie była przychylna, ale spoglądając w stronę lasu, obraz żywej zieleni, zdecydowała się posłuchać towarzysza. W pewnym momencie, gdy zagłębili się już w krainę przyrody, Giovanni spojrzał poważnie w stronę młodej kobiety, objął ją i przyparł do najbliższego drzewa.
- Co ty odwalasz?! - spytała zaskoczona.
- To ja się zastanawiam, czy jesteś świadoma niebezpieczeństw, które mogą ci grozić w takim lesie. Nie każdemu można ufać... - mówił dobitnym tonem.
W tym momencie brunetka ostrożnie sięgnęła do przedniej kieszeni spodni, gdzie pod telefonem znajdował się scyzoryk. Momentalnie zręcznie wysunęła jedno z ostrzy i machnęła nim przed jego oczyma. Wykorzystując zdezorientowanie młodzieńca, wykonała na nim "dźwignię na łokieć". W konsekwencji Giovanni prawie upadł, zdołał jednak uchronić się od tego stawiając drugą rękę na ziemi, szybko odzyskał równowagę i się wyprostował. Napotkał teraz drwiący wzrok towarzyszki.
- Aż nie wiem, jak mam skomentować twoje zachowanie, chłopcze - deklamowała bawiąc się nożem - mam nadzieję, że tylko robiłeś sobie jaja.
- Bo wiesz... - odpowiadał z zakłopotaniem - chciałem naprawdę uświadomić ci, jakie mogą czyhać w takich miejscach zagrożenia...
- Wychodzi więc na to, że zagrożeniem jesteś dla mnie ty. Zatem posłucham się twojej rady. Żegnaj - wyrzekła odwracając się od rozmówcy i ruszając przed siebie.
- I co? To serio koniec? - odparł zrezygnowany - Przez takie wygłupy chcesz zakończyć tę świetnie prosperującą znajomość? - widać było, że odzyskiwał swoją charakterystyczną pewność siebie.
- A skąd ja mam wiedzieć, czy to faktycznie był tylko żart? - tłumaczyła Emma zbliżywszy się do niego. - No powiedz.
- Ale jak ci to udowodnię, to w weekend wybieramy się nad morze? - spytał z rosnącą nadzieją, jakby nagle doznał olśnienia.
- A jeśli nie, to nigdy się nie wybierzemy tam, ani gdziekolwiek. Okay.
Giovanni wyprowadził Emmę z lasu i zaprowadził w stronę samochodu, z którego bagażnika wyjął plecak. W nim natomiast znajdował się dziennik. Brunetka przeczytała parę jego stron za przyzwoleniem właściciela.
- Według zapisanych tu słów faktycznie twoja wersja jest prawdziwa - orzekała - ale w końcu ty to pisałeś. Nie ma nic trudnego w wymyśleniu takiego planu.
- I myślisz, że normalnie każdemu otwarcie pozwalam czytać dziennik? Z dość osobistymi wyznaniami? Przecież niemożliwe, byś pominęła te płomienne wyznania o tobie z wczoraj...
- Ponadto dość dosadne.
- Więc normalnie chyba nie strzelałbym sobie w piętę.
- Po tobie, to ja już sama nie wiem, czego się spodziewać.
- Ty lepiej też nie udawaj świętej. Tak szybko zdołałaś zareagować, nie wahając się użyć tak ostrego przyrządu. Przecież dosłownie z dwa milimetry dzieliły mnie od ostrza. Wyglądało, jakbyś miała wprawę...
- Z tą odległością przesadzasz. Ale co do reszty; właściwie, to w pewnym sensie masz rację. Pewne okoliczności się już kiedyś nadarzyły... Ale ty nie próbuj szukać we mnie winy, nie obracaj kota ogonem.
Młoda kobieta jeszcze chwilę pomierzyła towarzysza wzrokiem. Potem jednak wybuchła śmiechem, Giovanni się zrewanżował i znowu zaczęli żartować, Kiedy doszli już do siebie zorientowali się, iż minęła trzynasta, a na miejscu nadal nie było nikogo prócz nich. Mieli już zamiar odjechać - z powodu zbierających się na niebie chmur, zapowiadających deszcz. Na sam koniec postanowili zrobić sobie wspólne selfie na tle lasu. Wtem dzięki włączonej przedniej kamerze w telefonie spostrzegli, iż z lasu w ich kierunku zbliża się biegiem jakaś postać w czerwono-czarnej koszuli w kratę, jeansach, z brodą oraz... siekierą.

Myślę, że starczy tyle głupot. Wiem, że zakończenie oklepane, ale trudno - to mi właśnie przyszło do głowy, zatem let it live. Papa ;)

piątek, 1 stycznia 2016

Witajcie ponownie, powieść - I "Oferta pracy"

 Witam Was serdecznie, o ile ktoś to przeczyta - naprawdę jestem świadoma, że po takim czasie nikomu może się nie chcieć zajrzeć na tego bloga. Jako, że dziś pierwszy stycznia życzę szczęśliwego Nowego Roku, spełnienia marzeń, jak najwięcej pogodnych, ale i radosnych chwil, zawiązywania wartościowych znajomości, wytrwałości w nauce i dobrych wyników. ;)  Dla wyjaśnienia krótko poinformuję, że studiuję filologię polską ze specjalnością dziennikarką, to odnośnie ostatniego tutaj zamieszczonego wpisu. Od jakiegoś czasu czułam nieprzeparte pragnienie, by coś napisać, zatem macie w tym poście efekt urzeczywistnienia tejże chęci. Pisałam to na szybko, bo tak pisać lubię, co z tego, że istnieje wtedy większe prawdopodobieństwo na wkradnięcie się błędów wszelakiego rodzaju. Nie przedłużając dodam tylko, iż znowu nazwałam swoją bohaterkę Emma - najlepiej jednak nie łączyć jej z poprzednią. Ta jest bardziej tożsama z moją osobą. Zatem proszę:

- "Czymże jestem na tym świecie? Czy nie tylko nic nieznaczącym dodatkiem? Nie mogę zyskać nawet miana mikro składnika" - rozmyślała siedząca na ławce w parku Emma wpatrując się z namysłem w gwieździste niebo. - "Tak... ach, tak bardzo chciałabym to zmienić! Ale nie, kolejne dni nie będą niczym różnić się od poprzednich. Szarość, rutyna, moi stali towarzysze... Gdyby inni widzieli, jak marnotrawię ten czas, gdy oni spotykają się ze znajomymi przeżywając jednocześnie chwile, które będą mogli godnie w starości wspominać."
Po tejże refleksji bohaterka poczęła wszak oddawać się pozytywnym rozmyślaniom na temat przyszłości, jak miała to w zwyczaju. Jeśli coś idzie nie tak, to w końcu nadchodzi taki moment, że ta młoda kobieta woli po prostu kreować w umyśle własną, niemal idealistyczną wersję świata, a przede wszystkim swojego życia.
Gdy dochodziła pierwsza w nocy Em postanowiła powrócić do rzeczywistości i zarazem do domu, tam zaś od razu poddała się snowi.

Koło dziewiątej Emma się przebudziła. Swój wzrok skierowała na prawo, na okno, gdzie blask słoneczny stwarzał skupisko wielokolorowych refleksów. Ta magiczna gra świateł niemal zawsze wprawiała dziewczynę w dobry nastrój, ukazywała jakby w swoisty sposób okruchy nadziei - na co? Na lepsze, nie było istotne, o jakiś aspekt wówczas chodziło. Przyszło jej zatem na myśl, by spożytkować konkretnie ów dzień. Pełna energii, której strasznie brakowało jej w ciągu poprzednich dni, podbiegła w stronę szafy, zdecydowała się na czerwone i czarne ubrania - kolory te miały wyrażać intensywność, dziewczyna pragnęła charakteryzujących się właśnie tym doznań. Następnie chwyciwszy je ruszyła w stronę łazienki. Po gorącej, ale zarazem orzeźwiającej kąpieli przebrała się we wcześniej wybrane ubrania oraz wysuszyła brązowe włosy, z wiśniowymi wszak końcówkami. Odpowiednim śniadaniem na taki dzień były miodowe płatki przypominające wyglądem ziarna pszenicy. Posiłek ten nie wymagał bowiem żadnych przygotowań, produkt wystarczyło zalać mlekiem. Kiedy Em skończyła spożywać już posiłek ostatnim bardziej znaczącym rytuałem, którego musiała dokonać było wykonanie makijażu, niezbyt jednak skomplikowanego - w tej materii jej przyjacielem był tusz do rzęs, a kolegą eyeliner, gdyż czasem wręcz nie miała dla niego cierpliwości. Po spełnieniu tego "obowiązku" Emma była gotowa na podbój miasta, tak właśnie sobie to obmyśliła, cokolwiek to miało oznaczać.
Rzeczą, której poszukiwała od czasu skończenia studiów polonistycznych była niewątpliwie praca. Ze względu na słoneczność dnia ruszyła do parku. Tam znajdowała się tablica z ogłoszeniami, gdzie jedna z ofert szczególnie przykuła jej uwagę.
- "Poszukiwacz przygód! To jest to" - stwierdziła z zadowoleniem w myślach i tlącą się nadzieją, iż może ten dzień odmieni jej żywot, nikły w jakiekolwiek rewelacje.
Dziewczyna była tak zapatrzona w obiekt oferujący spełnienie dziecięcych marzeń, że nie spostrzegła, iż ktoś również chciałby dowiedzieć się czegoś więcej o tej niecodziennej propozycji pracy.
- Przepraszam, czy mogłaby się pani nieco przesunąć? Jestem ciekaw o co konkretniej chodzi z tym poszukiwaniem przygód - odrzekł lekkim tonem szczupły młodzieniec, niepozbawiony wszak mięśni - te zarysowywały się na bordowej koszulce - wzrostu ok 1,80 m, przypominał z lekka obcokrajowca.
Emma odwróciwszy się zauważyła także jego zadbane, czarne włosy sięgające okolic ramion i brązowe tęczówki. Nie była jednak zadowolona z faktu, iż tak pochopnie spojrzała w jego oczy, zwłaszcza, że młody mężczyzna uczynił to samo, w tej samej chwili.
- Przepraszam - powiedziała spuszczając wzrok i momentalnie usuwając się z wcześniej zajętego miejsca. W tej chwili chciała jak najszybciej opuścić znajomego.
- "Fajny chłopak, ale musiałam akurat wtedy na niego spojrzeć... w taki sposób! Kto wie, może inaczej wywiązałaby się nawet między nami jakaś ciekawa rozmowa, a tak... Muszę gnać stąd czym prędzej" - takie myśli momentalnie przechodziły przez umysł młodej kobiety.
Młodzieniec natomiast zauważywszy jej nieśmiałość i chęć opuszczenia owego miejsca rzekł pewnie, uśmiechając się przy tym:
- Ależ bynajmniej nie chciałem, by przeze mnie pani nie dała sobie szansy na zrobienie kariery! I to w takiej dziedzinie.
Em odwróciła się nieco w stronę rozmówcy.
- Nie, ja tak tylko spoglądałam - odpowiedziała.
- Nie wydaje mi się, spoglądała pani z takim zaciekawieniem, a wręcz pasją! - przekonywał.
- Może faktycznie jest w tym trochę racji, ale ja i tak nie nadaję się do takich rzeczy.
- Lubi pani poznawać obce kultury, potrawy, podziwiać zabytki, słowem - podróżować?
Emma chcąc nie wyjść na niewychowaną spojrzała ponownie prosto w oblicze młodzieńca, gdyż on cały czas na nią spoglądał - w końcu nie bez powodu rozmowę na żywo pomiędzy ludźmi zwie się "face to face". Mimo to dziewczyna nadal pozostawała spięta.
- A kto nie lubi? - spytała.
- Gwarantuję, że znajdą się i tacy, którzy wolą spędzić wakacje czy urlop w swoim miejscu zamieszkania, a nawet przed komputerem. To co, może sprawdzimy tę ofertę? - zaproponował.
- Skoro pan już ją sobie upatrzył, to nie chcę z panem rywalizować...
- Skończmy może z tym pan, pani - odrzekł młody mężczyzna wcinając się w wypowiedź Em. - O ile to oczywiście w niczym nie przeszkadza.
- Nie ma problemu, jestem Emma - odpowiedziała wyciągając ku niemu dłoń i jednocześnie zaczynając czuć się pewniej.
- Giovanni, miło mi - wyrzekł odbierając uścisk jej dłoni.
- A wiedziałam, że skądś znam ten akcent! Viva l'Italia!
- Całe życie czekałem na ten twój entuzjazm - odparł z lekka się śmiejąc.
- Przecież przed chwilą się poznaliśmy.
- No tak, ale mam wrażenie, jakbyśmy znali się nie od dziś...
- Wy Włosi wszyscy tacy jesteście? - spytała uśmiechając się.
- Jesteśmy przyjacielscy, jeśli to masz na myśli. Byłaś oczywiście w naszej słonecznej Italii?
- Zgadza się, naprawdę piękny kraj, zabytki, aż czuć w powietrzu tę świetność z czasów Cezara, ludzie otwarci, tacy beztroscy. Muszę w tym miejscu dodać, że mój tata również należy do tego zacnego grona. Poznali się z mamą w Rzymie, kiedy ona wyjechała tam z koleżankami na wakacje po ukończeniu liceum.
- Czyli w tobie też płynie italska krew, na pewno znajdziemy też więcej wspólnego. Na przykład tę pracę.
- Ale powiedziałam już, że mogę ci to odstąpić, po co mamy ze sobą konkurować i skazać na zagładę tę zapewne jakże pięknie zapowiadającą się przyjaźń.
- Zawsze jesteś taka nieuważna? - spytał Giovanni wskazując na lewą, dolną część plakatu. - Potrzebny duet!
- Nie zdążyłam tego doczytać, w końcu mi przerwałeś.
- A więc postanowione - odrzekł, po czym od razu sięgnął po telefon z kieszeni ciemno brązowych spodni, spisał numer z ogłoszenia i na niego zadzwonił.
Gdy po drugiej stronie słuchawki odezwał się głos, młodzieniec od razu wyraził swoje zainteresowanie ofertą, dodając oczywiście, że udało mu się znaleźć towarzyszkę - jest więc duet. Emma podczas tej rozmowy potrząsała głową, szeptała, że "nie", ale to nic nie dało. Po chwili Giovanni odłożył komórkę.
- No to załatwione, mamy się stawić jutro o dwunastej - poinformował.
- Ale przecież mówiłam, że nie! - odpowiedziała Emma udając zdenerwowanie, zresztą niezbyt umiejętnie.
- Przestań już się przekomarzać. Gdybyś naprawdę tego nie chciała, to wyrwałabyś mi telefon z ręki.
- Przecież to niegrzeczne - zaprotestowała.
- Jesteś z dobrego domu widzę. Ja natomiast pochodzę z prostej rodziny, obawiam się, czy nie zaczniemy ponawiać historii Romea i Julii. W każdym razie, nawet jeśli, to nam uda się uciec i żyć szczęśliwie.
- Naprawdę jesteś zabawny i do tego masz wyobraźnię - rzekła z uśmiechem na ustach Emma.
Młodzi ludzie w końcu zdecydowali się przejść do pobliskiej kawiarni, wymienili się numerami telefonów i poczęli zawzięcie dyskutować o możliwych przygodach, na które mogą się natknąć podczas wykonywania domniemanej pracy.

I na tym koniec, w tym miejscu chciałabym się zrehabilitować - otóż nie przepadam za opisami, dlatego mi nie wychodzą. Zawsze wolałam dialogi, zarówno w czytaniu, jak i pisaniu. Przyznam jeszcze, że naprawdę chciałabym znowu tu coś napisać, ale muszę znaleźć po temu czas. Papa ;D