poniedziałek, 30 marca 2015

Życie jest to opowieść (...) nic nie znacząca.

  Witajcie! Dziś nie piszę żadnego wstępu, typu okoliczności powstania wpisu, ani nic. Bo po co?

  Wiele razy myślałam; ale przecież to nie jest tak, że wszystko jest bezsensu. Może i w pewnym sensie jest to prawdą, ale jeśli swoją wartość utraci nasz priorytet, albo gdy to my stracimy możliwość jego posiadania, bądź osiągnięcia, wtedy błahe sprawy nigdy nie zapewnią szczęścia.
  Jak to powiedział Szekspir: "Życie jest to opowieść idioty, pełna wrzasku i wściekłości, nic nie znacząca". Jak więc odnaleźć drogę, żeby przejść przez ciemny las, pełen czających się, krwiożerczych zwierząt, niepozornych gałęzi, których nadepnięcie spowoduje, że na twojej twarzy skupią się nienawistne spojrzenia, a zarazem drwiące - nie mam na myśli ludzi, lecz zdarzenia, kształtujące los.
  Tak, życie to jeden wielki absurd, przynajmniej moje. Kiedy tylko udaje mi się powstać, znowu coś musi zepchnąć mnie w tę otchłań, która wydaje się być niczym czarna dziura, właściwie mogłabym siebie potem przyrównać już do punktu zwanego osobliwością. Najzabawniejsze jest to, że ludzie próbujący czynić dobro, uczciwi mają zazwyczaj gorsze życie. Czasem się zastanawiam, czy nie wyszłabym lepiej na tym, gdybym oszukiwała. Nie wiem, w jakim celu skupiam się na nauce. Mogłabym ściągać jak inni, zaoszczędziłabym nieco czasu, ale co najważniejsze, gdybym dostała złą ocenę miałabym świadomość, że przynajmniej nie straciłam na te głupoty ani sekundy. Jest mnóstwo zagadnień, które są sprawdzane w szkole, a w prawdziwym życiu nie przydają się na nic. Powinni nas za to uczyć, jak radzić sobie w praktyce, z problemami, decyzjami.
  W jakimś wpisie już o tym wspominałam, teraz znowu mnie to nachodzi; sami sobie utrudniamy życie. To ludzie wymyślili ten ograniczający naszą wolność system. Coraz więcej osób przez tempo pracy, czy szkoły popada w depresję. Czy naprawdę ten aspekt jest niewidoczny? Raczej nie, sama chciałabym się zbuntować przeciwko tej rzeczywistości, ale jako jednostka na pewno nic nie zdziałam. Muszę zatem brnąć w ten wyścig szczurów, który nabiera coraz większej prędkości. Jak w takiej bieganinie, z umysłem zawalonym wieloma sprawami, znaleźć czas, żeby pomyśleć tylko i wyłącznie o tym, co w życiu jest najważniejsze, jak dojść do realizacji marzeń? Sama wiara i nadzieja nie wystarczą. Doprowadzą tylko do tego, że człowiek się załamie. Oczywiście nie generalizuję, nie wszyscy zgodzą się z moimi słowami. Macie pewnie coś, o co walczycie, lub już nawet zdobyliście. Też bym tak chciała, ale potrzebne są jakieś zdolności. A co, jeśli ktoś nie ma żadnych konkretnych talentów, czy predyspozycji do chociaż jednej dziedziny? Wtedy pozostaje nicość. Może jednak ten świat jest tylko snem, iluzją? Czasem chciałabym, aby tak było, lecz już nawet w to nie wierzę. Wszystko wydaje mi się być jakimś chaosem, gdy sprawy zaczynają się układać, wtedy znowu coś musi przypomnieć, że ładu osiągnąć się nie da. Zostajemy wrzuceni w pęd, z którego nie sposób się wyrwać.

  Jeśli ktoś dotrwał do końca, to jestem pełna podziwu. Nie chodziło mi o to, żeby użalać się nad sobą... po prostu musiałam w jakiś sposób wyrazić to, co czuję. Dziękuję.

12 komentarzy:

  1. Czasem również mam myśli że jestem prawdziwy a inni są tylko wytworami mojej wyobraźni.(ja głupi). Z dobrocią i uczciwością masz racje akurat nie pod względem nauki bo to i tak później (na egzaminie, studiach) wyjdzie. Natomiast w innych dziedzinach życia czasem lepiej być kłamcą i nie uczciwym człowiekiem (choć to też wyjdzie jak umrzemy i ktoś nas z tego wszystkiego osądzi).
    Życie nie zawsze jest wyścigiem szczurów. Zależy jak ty na to patrzysz i jakie chcesz w tym życiu miejsce zając: Mało ważne dla innych ale ciche i w miare spokojne czy wysokie stanowisko w zabieganiu, stresie itp.
    Życzę ci byś zobaczyła światełko w tunelu (po prostu nadzieje)
    Miłego
    ---Paweł Małbo (klik)

    OdpowiedzUsuń
  2. Właśnie, nauka wyjdzie na egzaminach, studiach (o ile ze stresu nie pozapominam), ale po zakończeniu edukacji większa część już nigdy się nie przyda.
    Tak poza tym, to dziękuję za Twoje słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to mowi nasz nauczyciel gdy putamy po co sie tego uczymy.
      "Jak juz bedziesz stary/a i zaczniesz rozwiązywać krzyżówki to ci się przyda"
      Jego slowa nie moje :)
      Miłego :)

      Usuń
    2. Przewiduję, że takiego wieku pewnie nie dożyję. Nawet jeśli, to będę mieć sklerozę. Więc się nauka nie przyda.

      Usuń
  3. "Kiedy tylko udaje mi się powstać, znowu coś musi zepchnąć mnie w tę otchłań" idealnie to ujęłaś w słowach ;) W moim przypadku jest podobnie: gdy wszystko jest spokojne, a ja zaczynam się rozluźniać i zapominać o tym, co było, dzieje się coś - zazwyczaj mała, błaha sprawa, która wszystko rujnuje... no i tak to jest, a ja za każdym razem mam nadzieję, że to się nie powtórzy :) Polskie szkolnictwo mogłoby ulec znacznym zmianom... może przedmioty o gotowaniu? sprzątaniu? przecież ile ludzi nie radzi sobie z na pozór prostymi czynnościami... A może przedmiot motywujący do działania? Wtedy mniej ludzi chorowałoby na choroby (masło maślane xD) takie jak depresja...
    Ps Nie wiem, czy to co napisałam, ma jakikolwiek sens. Zresztą, co mnie to :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To, co napisałaś jak najbardziej ma sens. ;) Zgadzam się z Twoją wypowiedzią, trochę zajęć praktycznych np. z prac w domu z pewnością każdemu by się przydało. Ale cóż poradzić, że system edukacji jest taki, jaki jest? A przedmiot motywujący do działania, to naprawdę znakomity pomysł, po chociażby takiej godzinie, jeśli oczywiście lekcja byłaby umiejętnie poprowadzona, od razu chciałoby się iść na kolejne zajęcia. :)

      Usuń
  4. Czasami mam wrażenie, że ludzie którzy mnie otaczają są tylko i wyłącznie moją wyobraźnią a tylko ja jestem prawdziwa..

    Zapraszam : http://www.mylusiaaak.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się ten cytat Szekspira :) U mnie w klasie jest taka jedna dziewczyna, całe życie jedzie ma ściągach, no i co roku ma wyróżnienie. I to jest takie niesprawiedliwe, bo niektórzy naprawdę się uczą, starają się, a mają ledwo trójki... Ale to wyjdzie na testach, bo tam nikt by się nie odważył ściągać. Polskie szkoły są naprawdę do bani. Jeszcze u mnie pani dyrektor jest w miarę okej, stara się jakoś urozmaicić nam lekcje i robić coś innego niż zwykłe nudne lekcje, ale i tak- na co mi w życiu umiejętność przeprowadzenia dysocjacji jonowej soli? Albo obliczania masy molowej? Przecież to jest kompletnie bez sensu, wcześniej nie znałam tych informacji i jakoś żyłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię w 100%, chemia, to był dla mnie najgorszy przedmiot. Obliczanie masy jakoś przejdzie, ale pełno jest tych zasad odnośnie konkretnych reakcji, weź to wszystko spamiętaj. Nawet jeżeli się tego wykujesz, bo tylko na logikę niestety w chemii nie zawsze można się zdać, to i tak szybko zapomnisz coś, co później już nigdy Ci się nie przyda. Sens szkolnictwa. :)

      Usuń
  6. Pamiętam jak kiedyś z entuzjazmem chodziłem do szkoły... Teraz został mi niecały miesiąc i już nigdy tam nie wrócę (najwyżej studia, a to już inna bajka). Kurczę, ja naprawdę nienawidzę tego miejsca. Chociażby dlatego z powodów przytoczonych przez Ciebie. A najbardziej boli, kiedy zdajesz sobie sprawę, że piszesz maturę powiedzmy z biologii, ale zamiast się jej uczyć, zakuwasz rekcję czasownika z niemieckiego (niemiecki mam podstawowy, muszę to jedynie zaliczyć, ale nauczyciela mam tragicznego, któremu wydaje się, że wszystkim zależy i przerabia gramatykę z rozszerzenia, mając gdzieś, że ludzie mają maturę i inne tego typu sprawy. Naprawdę, zanim go poznałem, nie sądziłem, że tak ograniczeni umysłowo ludzie istnieją). Ogólnie ten temat jest dla mnie drażliwy, więc nie chcę Ci tu za dużo pisać, bo znowu się wkurzę na szkołę i wgl. Pozdrawiam!
    indywidualnyobserwator.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nominowałam Cię do liebster blogger award: http://shiny-sims.blogspot.com/2015/04/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Dokładnie takie samo mam odczucie. Wszystko dzieje się tak szybko dni uciekają po prostu, na nic nie ma się czasu, a już najmniej żeby zastanowić się nad tym co dalej. Życie jest pokręcone.

    zapraszam : http://coraciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Napiszesz komentarz? Będzie miło, lecz czułabym się bardziej usatysfakcjonowana, jeśli zagości w nim trochę kreatywności, odwołania się do chociażby fragmentu notki. Zresztą co ja się będę rozpisywać - nasze słowa świadczą przecież o nas samych.