sobota, 28 lutego 2015

Spór o sukienkę, godne polecenia filmy

Witam serdecznie! Nie spodziewałam się, iż tak stosunkowo szybko znowu się tu odezwę. Coś, rzecz jasna, musiało mnie do tego natchnąć. Zamysł na stworzenie posta pojawił się po oglądaniu kolejnych to ciekawych produkcji dziesiątej muzy, lecz trochę chwil temu moją uwagę przyciągnął szczególnie jeden wątek we wiadomościach. Otóż przedstawiono tam poglądy na temat pewnej sukienki. Tak mnie to zaintrygowało, że postanowiłam ostatecznie napisać.
 Na sam początek zamieszczam tu zdjęcie i odpowiedzcie sobie od razu, jakiego jest ona koloru. Polecenie jest banalne, wiem. Być może też już o tym słyszeliście, ale jeśli nie, to, co dalej napiszę, wyda Wam się zabawne.
Ja widzę tutaj bezsprzecznie sukienkę niebiesko-czarną. Zatem artykuł we wiadomościach rozbawił mnie, gdyż część pytanych odpowiadała, że kreacja jest biało-złota. Mimo to nadal uważałam to za dość dziwne zjawisko, takie, a nie inne postrzeganie kolorów. Kiedy skończył się już w tv ten temat, to trzeba było to obgadać. Oglądałam bowiem Telewizję Polską razem z mamą oraz bratem. Więc dla jasności pytam i ku mojemu zaskoczeniu mama od razu mówi, że to była biel i złoto. My z bratem patrzymy na siebie i nie dowierzamy, widział on sukienkę tak samo, jak ja. Jeszcze bardziej wzbudziła się moja ciekawość i poczytałam trochę w necie. Cóż, natura człowieka widać nie jest jednoznaczna. xD A jak Wy widzicie kreację?

 Teraz krótko podam filmy, które ostatnio obejrzałam i nie ukrywam, spodobały mi się. Uporządkuję je według kolejności oglądania, a niekoniecznie jakości i tym podobnych rzeczy, nie chcę faworyzować.
 W czwartek obejrzałam "The Social Network" z 2010 r., w reżyserii Davida Finchera. Jest to historia powstania popularnego serwisu społecznościowego, Facebooka, na którym jeśli ktoś z Was nie ma konta, to i tak o nim słyszał. Film jest więc oparty na faktach. Przedstawia, w jaki sposób młodzieniec, Mark Zuckerberg (grany przez Jessego Eisenberga), stworzył tak bardzo znany i warty mnóstwo gotówki portal. Jak można się domyśleć droga do sukcesu niekoniecznie była usłana różami i niosła za sobą pewne konsekwencje. Jakie? Przekonajcie się sami, oglądając.
 W piątek po lekcjach, tak na odstresowanie, szukałam jakiegoś kolejnego filmu, który jest w jakiś sposób związany ze studiami i znalazłam. Dodatkowo w opisie wyczytałam, iż główna bohaterka uczy się w szkole filmowej. Moje marzenie, od razu wiedziałam, że dzięki temu jeszcze bardziej utożsamię się z główną postacią. Mowa tutaj o dziele z 1996 r. (mój rok urodzenia xD), zatytułowanym "Teza". Wyreżyserował go Alejandro Amenábar, mający w chwili tworzenia 24 lata, jestem pod wrażeniem, tak młody wiek, a film naprawdę strasznie (specjalnie użyłam tego określenia) mi się spodobał. Potrafi trzymać w napięciu. Główna bohaterka, Ángela (Ana Torrent), ma właśnie pisać pracę, wybiera temat przemocy w filmie. Poszukując odpowiednich materiałów trafia na coś bardziej szokującego, niż mogłaby się spodziewać. Razem z kolegą wikłają się chcąc nie chcąc w pewną sprawę. Czy wyjdą z tego cało?
 Następnie wieczorem ponownie naszło mnie na obejrzenie czegoś. Postanowiłam poszukać jakiś thriller, bowiem wcześniej opisany film należał właśnie do tego gatunku. Natknęłam się na produkcję, którą zamierzałam sprawdzić już jakiś czas temu. Otóż mam na myśli "Efekt Motyla" z 2004 r., w reżyserii J. Mackye'a Grubera oraz Erica Bressa. Ten film zachwycił mnie zarówno pod względem zastosowanych efektów, interesującego sposobu przejść z niektórych scen, jak i fabuły. Ponadto główny bohater, Evan Treborn (Ashton Kutcher) jest też w części dzieła studentem, a przecież marzę teraz właśnie o zdaniu matury i dostaniu się na studia. Evan miewa zaniki pamięci, ale jest zarazem w posiadaniu pewnej niezwykłej zdolności. Nie chcę się jednak zbytnio rozpisywać na ten temat. Dodam tylko, iż film może nas nauczyć, że tak często pragnienie zmiany przeszłości, wcale nie musiałoby być dla nas korzystne. Czasem jedna mała rzecz, może za sobą pociągnąć wielkie konsekwencje, właśnie stąd taka, a nie inna koncepcja tytułu. 
 Nadszedł czas na ostatni w tym zestawieniu film, jestem świeżo po jego obejrzeniu. "Disconnect" z 2012 r., wyreżyserowany przez Henrego Alexa Rubina, też można zaliczyć do thrillerów. Opowiada o tym, do czego mogą doprowadzić nawiązane w internecie znajomości. W dziele są przeplatane trzy główne wątki, każdy z nich jest właśnie związany z wcześniej wspomnianym przeze mnie wynalazkiem, z którego właśnie teraz korzystamy. Produkcja ukazuje także, by w wirtualnym świecie, gdzie wydaje nam się, że można być całkowicie anonimowym, potrafić zachować pewne granice. Po drugiej stronie bowiem znajduje się inny człowiek. Jeśli zdecydujecie się zobaczyć "Disconnect", będziecie wiedzieć, co konkretniej mam na myśli.
Myślę, że to by było na tyle. Muszę już iść zjeść kolację. Czekam na Wasze opinie odnośnie sukienki, filmów, może oglądaliście któryś z nich? Zawsze możecie się także podzielić tytułami Waszych ulubionych. ;)

piątek, 20 lutego 2015

Krótkie refleksje na temat życia, czasu.

 Witam serdecznie wszystkich to czytających! Mam świadomość, że takowi mogą się w ogóle nie pojawić, a to ze względu, iż zaniechałam prowadzenia bloga od bodajże października zeszłego roku. Dla mnie jednak tego rodzaju przerwy są charakterystyczne, nie pierwszy raz to się zdarzyło, zresztą można to zaobserwować wracając do moich starszych wpisów. Wszak nie o tym dziś zamierzam napisać. Przejdę do konkretów.
 (Salvador Dalí - "Trwałość pamięci")

 Każdy z nas pewnie nieraz zaczyna rozmyślać o życiu. Jednym z jego aspektów jest niewątpliwie czas. Kiedyś się zastanawiałam; czy jest on potrzebny, lub, czy tak naprawdę istnieje? Jego pojęcie zostało bowiem wymyślone przez człowieka. Przecież materia nieożywiona nie będzie o tym filozofować. Co do zwierząt, to nie wiem, nie wniknę w ich umysł. Oczywiście czas sam w sobie pewnie zawsze istniał, ale to, kiedy zaczęło się jego potencjalne odliczanie, czy w ogóle miało to miejsce, nie będzie przedmiotem mojego rozważania. Nieraz jednak jestem zła na czas. Wiem, to stwierdzenie może się wydawać nieco infantylne, dlatego już wyjaśniam. To on stoi niejako na straży całego systemu, w który wliczam szkołę, pracę itp. Zauważcie, że kiedy jesteśmy jeszcze "wolni", to nasz dziecięcy wiek nie pozwala na pełne wykorzystanie tej wolności. Ponadto z wiekiem przychodzi coraz więcej obowiązków, czyli coraz mniej możliwego do wykorzystania czasu w taki sposób, jaki chcemy go właśnie spożytkować. Swego rodzaju spokój nadejdzie do nas z wiekiem emerytalnym, lecz są tu pewne "ale". Po pierwsze; najpierw muszę dożyć tego etapu w życiu, który przez władze może nieraz ulec jeszcze zmianie, po drugie; jeśli spełnię przed chwilą wymieniony warunek, to nie będę wtedy już miała prawdopodobnie sił, by zrealizować swoje pragnienia. Wyobrażacie sobie sześćdziesięcioparoletnią kobietę, która podróżuje, a energia i możliwości pozwalają jej na wspinaczki, pływanie na dłuższe odległości, czy choćby ten niezbyt oryginalny pomysł ze skokiem ze spadochronem? Nie wykluczam, iż takie osoby istnieć mogą, podziwiam je, ale szczerze wątpię w swoje przyszłe siły. Wracając bliżej do pojęcia czasu, to dlaczego w chwilach irytujących, stresujących, po prostu nieprzyjemnych, musi się wydawać, że wszystko ciągnie się w nieskończoność? Natomiast najlepsze chwile, choćby te podróże, a nawet sama przerwa od szkoły, mijają, zdaje się, tak szybko? To jest dla mnie paradoks czasu. Dodatkowo teraz im jestem starsza, to płynie on dla mnie coraz szybciej. Właściwie, to czy taka prawdziwa teraźniejszość, nad którą powinniśmy mieć władzę, istnieje? Przecież aktualna chwila staje się praktycznie od razu przeszłością, a przyszłość przez to, jak szybko nadchodzi, może być wręcz nieuchwytna, przemknąć niezauważalnie. To tempo chwilami bywa zastraszające, ta świadomość przemijalności, a poza tym rzeczywiście też mamy coraz mniej swojego żywota. I jak tu, wobec takich przemyśleń, nie zgodzić się z główną myślą egzystencjalizmu, filozofii bytu, która głosi bezcelowość życia ludzkiego i jego kruchość?
Taką refleksją chciałam się z Wami podzielić. Na koniec jeszcze tematyczne cytaty:
"Czas ma nadzwyczaj coś gorzkiego w sobie!" Zygmunt Krasiński
"Przeszłość organizuje się wciąż na nowo wraz z teraźniejszością." Jean-Paul Sartre
"Świat nie miał początku i nie będzie miał końca. Ruch jest wieczny, tak jak i czas, który go mierzy; pojęcie teraźniejszości zawiera pojęcie przeszłości i przyszłości." Arystoteles
"Życie jest tylko stratą czasu." Joseph Conrad
 Przy okazji, nie wiem jeszcze, czy znowu napiszę, a zwłaszcza w najbliższym czasie. Czeka mnie matura.
 Wracając do głównego wątku, to jakie jest Wasze zdanie na temat czasu; staracie się odpowiednio go wykorzystać, czy może rozmyślacie czasem o nim? ;)