niedziela, 21 września 2014

Muzyka, marzenia, wspomnienia Emmy

 Serdecznie Was witam, drodzy czytelnicy! :D Mówi się, iż wszystko ma swój czynnik sprawczy, a przynajmniej jeśli chodzi o zagadnienie stworzenia świata. Chodzi mi jednak o to, że do wykonania co niektórych  rzeczy potrzebujemy inspiracji. Czasem zdają się one być pozornie niezbyt wielkie. Jak np. dzisiaj wieczorem coś mnie skłoniło napisać wreszcie post - dokładniej nastąpiło to dzięki komentarzom oraz...
tak, temu zdjęciu. ;D Możecie sobie zadać teraz pytanie "dlaczego?". Wyjaśniam: jeśli by ktoś nie wiedział są na nim David Guetta (mój ulubiony DJ, kompozytor) oraz Jared Leto (wokalista 30 STM, rockowego zespołu, którego jestem fanką). Moi idole spotkali się i zrobili razem fotkę. Mnie na serio to cieszy. Czemu właściwie? Sama nie wiem. Guetta dodając to na fb napisał "I feel like I just met my brother!!!" i też przyznam, że są podobni, a co tam. Bardzo chciałabym, aby kiedyś nagrali razem jakiś kawałek. To by mogło być połączenie moich obu ulubionych gatunków; rocka i electro. Postacie te więc ukazują moje zamiłowanie do tych obu rodzajów muzyki. Pozytywna energia do mnie wróciła, yeah! Przyda się na kolejny tydzień nauki.
Dorzucam jeszcze takie obrazki wyszukane w necie, rzecz jasna:
"Jeśli masz dosyć odwagi, żeby marzyć, wszystko jest możliwe!" Jared Leto
Tak mnie coś wzięło na pozytywne myślenie. Teraz wszystko wydaje mi się takie osiągalne. ;D Ludzie, uwierzcie w siebie! Wiele z Was ma swoje talenty, pasje, a nie wiedzieć czemu boi się je wykorzystać. Chcecie w przyszłości żyć szczęśliwie? To działajcie, znów zacytuję lidera 30STM "Do Or Die" (to również tytuł piosenki). Czas na decyzje większość z Was ma pewnie jeszcze przed sobą. Wykorzystajcie to, bo inaczej za parę lat będziecie żałować. Niektórzy z Was pewnie potrafią śpiewać, grać na instrumentach, tańczyć... i wiele różnych zdolności posiadacie. Inni wiele by dali, żeby mieć takie talenty, jak Wy, naprawdę. :)

Teraz taka druga część wpisu:
Zatem wspomnienia, jak je właściwie odtwarzamy? Może widzimy w myślach urywki jakiś zdarzeń, po prostu obrazy. Będę więc tu dawać mniej tekstu niż dotychczas. Słowa posłużą nakreśleniu sytuacji, przedstawieniu pewnych faktów, dopełnieniu. Zresztą z pewnością chętniej pooglądacie screeny z The Sims 2 - nie są nowe, mogą mieć trzy lata, a inne i tak różnią się o rok, trochę je zbierałam. Mamy szkołę, toteż czas jest istotny, fotki ogląda się szybciej. Z góry też zaznaczam, iż wypowiedzi będą raczej w stylu potocznym, a dokładniej takim, który używałam może z trzy lata temu, żeby lepiej oddać koloryt przeszłości. Tekst, który teraz zamieszczę, to wspomnienia Emmy Czartoryskiej (pisane z jej perspektywy w czasie teraźniejszym, gdyż chcę trochę odmiany i jestem ciekawa, co z tego wyjdzie), głównej bohaterki mojej niby "powieści" - jak na razie przerywam jej tworzenie.

 "Pamiętam, przeprowadziliśmy się do nowego miasta...
 Rodzice coś załatwiają, a my - mój brat Marius, moja najlepsza kumpela Agnes White, jej siostra Ashley i brat Robert oraz ja Em - spędzamy czas na jakimś wolnym terenie. Znajduje się tam maszyna do puszczania baniek mydlanych czy coś takiego. Niestety są tylko cztery miejsca i Ash się teraz z nami nie bawi.
Nowa miejscówka, czas więc wznieść toast. Robitzu przynosi szampana i gotowe. Nieoczekiwanie podchodzi do nas jakiś starszy mężczyzna. Chce się dołączyć? No niech już będzie z litości, ale tylko jeden kieliszek! W końcu to my świętujemy.
~~
Blondynka - Agnes, 
chłopak w czarnych włosach - Marius, 
dziewczyna w brązowych - Emma, 
w czarnych - Ashley, 
nastolatek w brązowych - Robert
~~
Nadszedł ten magiczny wieczór... Okay, wielkich rewelacji nie ma, lecz i tak w takim towarzystwie czas musi być świetnie spędzony. Ognisko, pianki - czegóż więcej chcieć? Podobna scena była w Kac Vegas w Bangkoku, przed wieczorem kawalerskim. Alan coś sknocił jak zazwyczaj i dosypał takiego towaru, że towarzysze ponownie mieli trudności z odtworzeniem wydarzeń poprzedniej nocy. Wracając do rzeczywistości u nas takiej akcji oczywiście nie ma. No bo co by powiedzieli nasi rodzice?"

 "Ma być melanż, ale teraz już widzę, że zapowiada się raczej zbiorowe spotkanie. Jesteśmy w domu sióstr White. Robert i Ashley pierwsi do piwa, proszę, jakie zgodne rodzeństwo. Zaznaczę, iż dziś pijemy w kubkach. Ktoś się nawet postarał o automat z cigarettami (czyt. sigaretami, tj. papierosami z ang.). W tle mimo wszystko muzyka, najczęściej Davida Guetty np. "Little Bad Girl".
Siemasz Cody, napój dobry? Na pewno, aż oczy mu się świecą. Ashley urządza sobie natomiast pogawędkę z Rachel. W ogóle to podobają mi się te fotele, w takim klasycznym stylu. Rodzice wiedzieli, co wybrać córkom. Nie sądzę jednak, aby byli świadomi, że potem ich syn będzie tak chlał tu na potęgę. Żartuję w tym momencie, ale i tak muszę za chwilę iść podenerwować Robitzu. W końcu to mój były.
Siedzi teraz koło Ash i swojej dziewczyny Holly-dolly jak to lubię dodawać do jej imienia. Dyskusja o pacyfizmie z bratem jednak bardziej mnie wciągnęła. Dodam, że moje czerwone teraz włosy bardzo mi się podobają. Mam się za buntowniczkę i idee hipisowskie są mi raczej niezbyt bliskie.
Nie chcąc przerywać zapewne fascynującej pogawędki szczęśliwej pary, przysiadłam się do Agnes. Jej nowa fryzura również wymiata. Teraz ja sobie piję i słucham kumpeli. Mam wrażenie, że ten Stu się na nas gapi, a właściwie na Agnes - w tej chwili dla niepoznaki patrzy się przed siebie. Niech Marius lepiej strzeże swojej dziewczyny.
No tak, a mój brat tutaj rozmawia sobie przy piwie z jej siostrą. Cody, mógłbyś być chociaż jednym porządnym i nie palić. Zawiodłeś mnie. Na podłodze już kubek? To co to będzie pod koniec?
No mam cię! Ten cigarette widzę nie służy ci. Odpycha cię? Powiem o wszystkim twojemu ojcu! Okay, tylko żartuję. W tle leci Benny Benassi vs. Public Enemy - Bring The Noise (Pump-kin Remix).
Normalnie wbiło nas w kanapę, a Rachel chyba nie najlepiej się czuje. Co jest w tych cigarettach, pytam się? Kto wie, skąd pochodzi ten automat?
Agnes jest wreszcie obok Mariusa. Muszę przyznać, że jedzenie z Mc Donalda rządzi. Zaraz wezmę sobie hamburgera i moje ulubione jedzenie czyli frytki."

 Pragnę tylko dodać, że opisane wydarzenia są przeszłością Em z powieści. Ciekawe, czemu dziewczyna na studiach przestała palić? No i trochę się ogarnęła z imprezami. Czyżby studia zmieniały człowieka? Z niektórymi jednak jest właśnie na odwrót, zwłaszcza w akademikach. Ale nie ważne. Ten wpis może nie jest zbyt długi, ale zastanawiam się nad koncepcją "minimum słów, maksimum treści" - jak to bywało w stowarzyszeniu Awangardy Krakowskiej. No dobra, mi wiele do tego brakuje, a właściwie to na odwrót, gdyż powinnam pisać mniej. ;)
Uaktualnienie z 22.38.:
Właśnie wygraliśmy w siatkówkę! :D Polska zwyciężyła z Brazylia, jesteśmy mistrzami świata!!! Coś pięknego. No i jeszcze na TVN 7 leci jeden z moich ulubionych filmów "Gladiator".
Zatem to wszystko. Na razie. :D Stay positive!