czwartek, 31 lipca 2014

Powieść, rysunek

Siema! Zdecydowałam się znowu napisać. ;) Są wakacje, więc trochę się nudzę, bo nie mam tyle kasy, żeby co chwilę gdzieś wyjeżdżać, a lubię podróże. Postanowiłam zatem spożytkować jakoś ten czas, zwłaszcza, iż ostatnio były upały i nie chciałam zbyt długo przebywać na dworze. Szczęście, że dziś się u mnie trochę ochłodziło, więc zaraz wychodzę, oby tylko deszcz mnie nie złapał. Odnośnie powieści, to co prawda nie mogłam znaleźć weny, ale zmobilizowałam się, siadłam przed komputerem i zaczęłam pisać. Potem nie mogłam się już odciągnąć od tego zajęcia. Ostatnio w notce dałam dość krótki fragment. Dziś daję z pewnością dłuższy, ale mam nadzieję, że was nie zanudzę:

Emma spojrzała na telefon, w celu sprawdzenia która jest godzina. Okazało się, że już pora iść na zajęcia z analizy geografii, teorie na temat słyszalności oraz wykłady na temat nauczania. Przerwy pomiędzy tymi zajęciami dziewczyna wypełniła sobie myśląc dalej o swojej przyszłości, studiach i powiązanych z tym sprawach. Po 18.00 wracała już do akademika. Czuła się dość zmęczona i przytłoczona sytuacją finansową rodziny. Postanowiła od razu po wejściu do budynku posiedzieć sama w swoim pokoju, chyba że jej współlokatorka by przyszła, w końcu także ma prawo przebywać w tym pomieszczeniu. Wieczór potoczył się jednak inaczej niż Czartoryska początkowo by przypuszczała.Otóż gdy weszła do pokoju czekała na nią zniecierpliwiona Tamora.
- Gdzie ty tyle czasu byłaś? - zapytała.
- Jak to gdzie? Na zajęciach - odpowiedziała Em.
- A dlaczego nie odebrałaś telefonu? Specjalnie zadzwoniłam zaraz jak skończyły się twoje zajęcia.
- Co? - odrzekła wyciągając komórkę z kieszeni i sprawdzając połączenia. - Faktycznie. A to już 19.00?
- Właśnie! Szłaś stamtąd godzinę?
- Może straciłam trochę poczucie czasu, bo nad czymś myślałam. Nieważne. A po co do mnie dzwoniłaś?
- Bo impreza w bractwie studenckim rozpoczęła się o 18.30. Chciałam, żebyś od razu poszła na miejsce.
- Ale nie znam tego miasta, jeszcze bym nie trafiła.
- No dobra, nie tłumacz już się. Szkoda tylko, że omija nas ta zabawa.
- Dlaczego na mnie czekałaś? Mogłaś iść z kimś innym.
- Ayana, to dobrze wiesz, że na imprezowiczkę się nie nadaje. Jennifer wręcz przeciwnie, jest chyba zbyt przebojowa.
- A ona poszła na tę imprezę?
- Tak i namawiała mnie, ale ja mówiłam, że poczekam na ciebie.
- Chłopacy też poszli?
- John i Brad zostali. Matt poszedł razem z Jenni, wydaje się, jakby dobrze się dogadywali.
- Cóż, każdy ma swój gust. - Em spojrzała ponownie na telefon, aby sprawdzić godzinę. - To nie traćmy już czasu. Masz jakiś inny pomysł jak spożytkować wieczór?
- W sumie to tak. Można by pójść do Johna i Bradleya.
- Co z Ayaną? Nie nudzi się?
- Nie. Mówiła, że dziś pełnia i chce pooglądać niebo. Co za nuda.
- Czy ja wiem. To mogłoby być interesujące, ale i tak pójdę na twoją wersję.
- Nawet nie pytałabym cię o zdanie. Musisz jakoś wynagrodzić mi to czekanie. Wiesz, może taka podwójna randka. Ty z Johnem, ja z Bradleyem...
- Tak szybko? Nie przesadzasz? - przerwała Emma. - Jeszcze będzie sporo czasu, aby rozwinąć znajomości... Chyba.
- Czemu powiedziałaś chyba?
- Nie, to nic takiego. - Em spojrzała kątem oka pod łóżko Tam. - To puszka po piwie?
- Zgadza się, chcesz to możemy wpaść do sklepu po kilka sztuk i wtedy iść do chłopaków.
- Myślisz, że w ten sposób im zaimponujemy?
- Jenni mówiła, że to działa.
- Więc to ona stoi za twoją zmianą? Znam cię krótko, ale widzę, że nie jesteś teraz sobą. Mów jak było.
- No to ona przyniosła mi to piwo, tak na rozgrzewkę przed imprezą.
- Ile wypiłaś? To jedno?
- Tak.
- A to spoko. Po jednym nic nie odwalisz, co?
- Oczywiście, że nie. Myślisz, że mam taką słabą głowę? To co, idziemy do chłopaków?
- Okay.
Dziewczyny udały się w stronę pokoju Johna Hilla i Bradleya Warda. Usłyszały, że zawzięcie o czymś dyskutują.
- Przerywać im tę zapewne jakże interesującą pogawędkę czy nie? - spytała Em. - Oto jest pytanie!
- Daj spokój Szekspirze. Pewnie nie mówią o niczym konkretnym, jak to chłopcy. Albo mam pomysł - tu Tamora zaczęła mówić szeptem. - Podsłuchamy ich rozmowę. Może będą coś o nas mówić.
- Lepiej się nie łudzić i nie wiem, czy wypada tak nasłuchiwać - szeptała Emma.
- No co ty, przecież oni mówią tak głośno, że spokojnie możemy słuchać ich z odległości barierki tych schodów. Dobra, teraz cicho!
Głos Brada zza drzwi mówił:
- Deszcz pada.
- Deszcz pada na świątynię - odpowiedział mu John, po czym drzwi się otworzyły.
Hill wyszedł z pokoju i wyglądał jakby był nieobecny.
- Cześć wam! - powiedziała wesoło Tam. - Może pooglądamy razem tv?
- Przepraszam was, ale mam teraz pewną sprawę do załatwienia - odrzekł John i ruszył przed siebie.
- Ja za to mam free time - odparł Ward.
Tamora spojrzała porozumiewawczo na Emmę. Chciała najwyraźniej zostać sama z Bradem.
- Wiecie co, przypomniało mi się, że muszę wypożyczyć na zajęcia pewną książkę. Myślicie, że biblioteka jeszcze jest otwarta? Pewnie nie, co? Szkoda - mówiła Czartoryska.
- Hm... Nie ma jeszcze 19.30, może pójdziesz sprawdzić? W końcu skoro o takich godzinach kończysz zajęcia, to w tych bibliotekach powinni się jakoś dostosować - tłumaczyła Tamora.
- Im to powiedz - rzekła Brad. - Nie sądzę, aby teraz ta biblioteka była dobrym pomysłem. Lepiej nie idź.
- Dlaczego? Przy okazji wejdę do jakiegoś spożywczaka. Jak biblioteka będzie zamknięta to trudno. Zatem nie traćmy już czasu. Na razie - rzekła Em.
- Pa, nie wróć za późno - powiedziała Tam.
Emma wstąpiła jeszcze szybko do swojego pokoju po torebkę. Następnie wyszła z akademika i ruszyła w stronę biblioteki. Gdy była na miejscu spojrzała na drzwi, na których wisiała kartka z informacjami. Biblioteka nie była już czynna, tylko czytelnia.
- "Skoro już tu jestem, to chociaż wejdę do czytelni  i się rozejrzę" - pomyślała Emma.
Dziewczyna weszła zatem do środka i zaskoczyło ją, gdy nagle spostrzegła tam Johna. Przeglądał książki na półce. Dziewczyna zdecydowała się podejść w jego stronę. Wtedy to John podchodząc do biurka również ją zauważył.
- Co tu robisz? - zapytał gdy, była już blisko biurka.
- Chciałam wypożyczyć książkę na zajęcia, ale jak się przed chwilą zorientowałam biblioteka już zamknięta, więc postanowiłam wejść do czytelni skoro już tu jestem.
- A na kiedy potrzebna ci ta książka?
- Właściwie to na za tydzień, zatem nie mam się czym martwić.
- I przyszłaś właśnie po to do biblioteki o takiej godzinie? Przecież to oczywiste, że będzie zamknięta.
- Masz coś do tego, że tu przyszłam? Nie wiedziałam, że tu będziesz. To jest ta twoja sprawa do załatwienia? O co chodzi? Dzisiaj wcale nie rozmawialiśmy.
- Bo miałaś zajęcia. 
- W poniedziałek też tak miałam, a jakoś spokojnie dało się porozmawiać. Dobra, nieważne. Pójdę już. - Emma odwróciła się i chciała odejść.
- Czekaj, po prostu muszę coś zrobić. Nie gniewaj się.
- Okay. Spoko. To do jutra, bo dziś pewnie cię już nie zobaczę.
- Za to jutrzejszego dnia spokojnie sobie pogadamy, dobrze? - spytał uśmiechając się.
- Niech będzie - odpowiedziała patrząc nieprzeniknionym wzrokiem. - Deszcz pada.
- Co? - zapytał zdziwiony John, ale Emma nie odpowiedziała i opuściła budynek.
Było po godzinie 20.00. Dziewczyna chciała iść do sklepu spożywczego, ale po drodze zadzwonił jej telefon. Od razu po niego sięgnęła. Okazało się, że to chłopak, z którym zamieniła rano parę zdań, lecz szybko musiała go opuścić ze względu na zajęcia. Emma całkowicie o nim zapomniała. Okazało się, że to Jenni dała mu numer Em. Student nazywał się Danny Vaughn. Zaproponował spotkanie w parku nad starym jeziorem. Młoda dorosła zgodziła się, chciała wreszcie odpocząć od problemów. Po kilku minutach była na miejscu. Nowy kolega zauważył, że towarzyszka jest czymś przytłoczona.
- Coś się dzieje? - zapytał. - Może wcale nie chciałaś tu przychodzić. Mogłaś odmówić, zrozumiałbym.
- Nie chodzi o ciebie.
- A więc o co? Jeśli szukasz rozwiązania jakiegoś problemu, to powiedz. Razem można więcej wymyślić.
- Okay. Muszę się komuś wygadać.
- Dokładnie. Słucham uważnie.
- Otóż historia nie jest zbyt skomplikowana, ale za to dość trudna do rozwiązania. Moja rodzina prowadzi biznes, restaurację. Jakiś czas temu pojawiły się kłopoty finansowe. Nie znam szczegółów, bo i tak w tajemnicy opowiedział mi to brat. Rodzice chcieli, żebym spokojnie się uczyła. A teraz gdy wiem nie daje mi to spokoju. Bardzo prawdopodobne, że wyprowadzę się stąd po pierwszym semestrze i będę dojeżdżać. Zastanawiam się nawet nad zmianą kierunku studiów. Wybrałam te, bo chciałam zostać reżyserką filmową, lecz do tego celu prowadzi ciężka droga.
- Więc tak. Słuchaj, po pierwsze nie możesz się tym przejmować. Skoro rodzice nic ci nie powiedzieli, to może sytuacja nie jest taka zła. Inaczej chcieli by przecież, żebyś oszczędzała. Nie możesz też zmienić kierunku. O ile wiem, to trudno się na niego dostać, bo przyjmują mało osób, racja? Jennifer tak mówiła, wychwalała cię i mówiła, że będzie chciała zagrać w twoim filmie.
- Haha. No nieźle, ciekawe co jeszcze ci naopowiadała. Ale nie jestem pewna co do tego zajęcia.
- Widzisz, droga kariery się przed tobą otwiera, a ty nie chcesz nią kroczyć, bo co? Jeśli ci się uda, to zarobisz kupę kasy i nie będziesz się martwić więcej o finanse.
- Zawsze widzisz świat w kolorowych barwach?
- Ja? Nie, jestem racjonalistą. - Uśmiechnął się Danny.
- Co? Ja jestem i wiem, iż mi się nie uda.
- To nie racjonalizm, tylko pesymizm.
- Zabawny jesteś. Muszę już wracać, teraz też mam twój numer, więc spokojnie będziemy mogli się skontaktować. 
- Już się nie mogę doczekać następnego spotkania. Widzę, że jesteś weselsza, więc moja misja spełniona. Ale jest już ciemno, może cię odprowadzę?
- Chcesz marnować czas?
- To nie jest dla mnie strata czasu. Chodźmy.
Towarzysze poszli zatem pod akademik, tam się pożegnali i Emma udała się do swojego pokoju. Tamora leżała na swoim łóżku. Gdy spostrzegła koleżankę od razu do niej podbiegła. 
- Gdzie ty tak długo byłaś? I co to za koleś cię odprowadził?
- Nazywa się Danny, rozmawiałam dziś z nim chwilę na uczelni. Zdobył mój numer od Jenni i zadzwonił, gdy wyszłam z czytelni. Właśnie, muszę powiedzieć Jennifer, żeby już nikomu nie podawała mojego numeru bez zgody, choć tym razem gość był spoko.
- Zadzwonił i co? Zaproponował spotkanie?
- Tak. Pogadaliśmy chwilę w parku.
- Myślisz, że coś z tego będzie? I co w takim razie z Johnem? - spytała zaciekawiona Tam.
- Teraz najlepsze, spotkałam go w gmachu biblioteki. Chwilę rozmawialiśmy, ale zaraz poszłam, bo był czymś zajęty. Nie chciałam mu przeszkadzać. A on jest już tu? I jak tam z Bradem?
- A daj spokój, niby siedzieliśmy razem oglądając jakiś serial kryminalny, ale on nie wydawał się być zainteresowany ani telewizją, ani mną. Chociaż miejscami miewał przebłyski, ale to chyba było wymuszone. Wyglądało jakby myślał o czymś zupełnie innym, więc po godzinie się rozeszliśmy. Co do Johna, to nie dawno wrócił, ale nic nie mówił tylko od razu poszedł do siebie. I coś zgubił. Kartkę, chyba z kieszeni mu wypadała. Patrz, o co może z tym chodzić? - mówiła blondynka sięgając po papier leżący na małym stoliku w pobliżu łóżka.
Em uważnie przypatrzyła się kartce.
- Jak kartka tej wielkości mogła mu wypaść niezauważona?
- Tylko to cię dziwi? - spytała Tam. - Była pozginana parę razy. Ale ona jest stara, po co mu coś takiego?
- Albo specjalnie ją tak spreparował. 
- W każdym razie to jest dziwne. Myślisz, że tego szukał w bibliotece? - zapytała Tamora.
- Sądzę, że on sam mógł to równie dobrze narysować. 
- Ale o co tu może chodzić? - pytała wyraźnie zafascynowana tym blondynka.
- Te ich hasła w pokoju i G oraz może jeszcze trójkąt na rysunku wskazują mi tylko jedną odpowiedź - tłumaczyła Emma wskazując przy tym poszczególne symbole - Ale non omnis moriar? Nie wszystek umrę? Po co tu Horacy? Okay, może to jakoś przejdzie, ale nihil? Czego tu się dopatrywać, może jeszcze nihilizmu, ale to nie ma związku z tym, co początkowo myślałam.
- A o czym myślałaś?
- To głupoty, nie zajmuj się tym.
- Powiedz, bo nie dam ci spokoju.
- Powiem ci to, ale dziś już zero pytań w tym temacie, zgoda?
- Jasne! - powiedziała podekscytowana Tamora.
- Wolnomularstwo.
- Wolnomularstwo? 
Ale Emma już nie odpowiedziała zgodnie z zapowiedzią. Wyjęła z szafy piżamę i przebrała się w łazience. Po powrocie do pokoju współlokatorka już spała, chyba, że tylko udawała.

Na tym fragment powieści zakończę. Teraz jeszcze, żeby się nie rozpisywać - bo i tak jeśli przeczytaliście wszystko powyższe to zabrałam Wam czas - wklejam skan mojego rysunku. Wiem, dzieło to nie jest, zwykły efekt nudy. Chciałam oprócz opowiadania coś dać i nie pisać za dużo, toteż proszę:
Na tym kończę. Oby mój zapał do pisania szybko nie zgasł. Do następnego wpisu. :D

wtorek, 1 lipca 2014

Krótki fragment powieści, filmik, być może ostatnia notka

Witajcie! Będę wielce ukontentowana, jeśli ktoś zdecyduje się jeszcze czytać mój wpis. Jak powszechnie wiadomo są wakacje. Niby już od jakiegoś czasu mam luz, a na blogu nie publikuję nowych notek. To dosyć zadziwiające, że gdy na głowie miałam więcej spraw byłam w stanie tworzyć. Teraz czas wolny, ale sama nie wiem, chyba brak mi chęci. Dodatkowo od komputera "odciągają" mnie komunikaty o trzech wirusach, które podobno nie stanowią zagrożenia - avast tak głosi - lecz gdyby naprawdę tak było, nie wyświetlało by się to znowu po ich rzekomym usunięciu. Avast wykrył, włączyłam więc skanowanie, dochodzi np. do 98 czy 99% i zacina się. Ok, ściągnęłam Dr Web Cure it czy jakoś tak - pomógł mi ten program bowiem poprzednio, gdy wspomniany wcześniej antywirus również mnie zawiódł. Tym razem jednak doktor nawet nic nie wykrył. Więc kolejna opcja; Malwarebytes Anti-Malware - bowiem to, co mam na kompie nie musi być zwykłymi wirusami tylko złośliwym oprogramowaniem i chyba tak jest, np. adware, riskware. Wykryło tam chyba tego z 50. xd Zaskakujące, gdyż komputer raczej nie działał wolniej niż zwykle, chociaż wiem, iż nie musi być to nieodłączny aspekt tego typu oprogramowań. Te trzy komunikaty od avast nadal się pojawiają, ale w różnych momentach, czasem np. po dwóch godzinach od włączenia. Poza tym przy jednym z nich chyba jest adres jakiejś strony - teraz dokładnie nie pamiętam - której w ogóle nie kojarzę, z drugiej strony nie tylko ja korzystam z tego sprzętu. Ale dobrze, właśnie usunęłam historię przeglądarki - jak mam w zwyczaju zawsze to czynić - i wyświetla się to o wirusach, to jakim cudem wykryło mi go na stronie internetowej, skoro nie mam jej włączonej. No cóż, aktualnie czekam z niecierpliwością na ponowne pojawienie się owych komunikatów, by wpisać wszystkie nazwy w neta - co zresztą już robiłam - by znaleźć tym razem coś skutecznego na ich stałe zlikwidowanie. Jedno jest pewne, avast kolejny raz mnie zawodzi. To tyle na ten temat. Dziś wypożyczyłam sobie Ojca Chrzestnego, ale czy przeczytam całego to nie wiem, bo książka taka krótka nie jest. Jakiś czas temu zaczęłam pisać dalszą część powieści, ale zdążyłam stworzyć tylko początek, dalej jakoś nie mam chęci pisać. Szkoda, bo fabuła wreszcie miała się rozkręcać i miałam już taki główny zamysł wymyślony... Trudno, daję to, co napisałam:

Emma obudziła się około 6.30. Jak zwykle przesłuchała sobie muzykę. Następnie poszła do łazienki przebrać się. Gdy skończyła wróciła do pokoju i pościeliła łóżko. Nagle zauważyła, że ktoś do niej dzwoni. Na wyświetlaczu telefonu komórkowego pojawił się napis Marius i jego zdjęcie. Em postanowiła wyjść na zewnątrz, by móc tam spokojnie porozmawiać z bratem - bez obawy, że ktoś jej przeszkodzi. Zbiegła zatem po schodach na dół, wyszła z budynku i udała się w stronę ławek. Teraz mogła już odebrać połączenie.
- Hej, co tam? - spytała.
- Czemu nie odbierasz od razu, co ty tam robisz o tej porze. Spałaś jeszcze? Uważaj, bo się spóźnisz na zajęcia! - odpowiedział szybko Marius.
- No co ty? Nigdy taki nie byłeś, nie przejmowałeś się szkołą, nauką.
- Dobra, przejdę do konkretów... Chodzi o to, że... Właściwie, to rodzice nie chcieli, żebyś się teraz o tym dowiedziała. Nie mów im nic - odrzekł poważnym tonem.
- W takim razie co to za sprawa?
- Drobne kłopoty finansowe występują w ostatnim czasie w restauracji taty.
- W ostatnim czasie? A dokładniej od kiedy?
- Jeszcze przed twoim wyjazdem na studia.
- Co? To ja tu siedzę w akademiku i chodzę na płatne studia...
- Właśnie. - przerwał jej. - Mogłabyś trochę ograniczyć swoje wydatki.
- Może lepiej rzucę studia?
- To na pewno nie. I tak nie są jakoś strasznie drogie, poza tym po rozwiązaniu tego egzaminu kwalifikującego i czegoś tam jeszcze dostałaś w nagrodę stypendium, pamiętasz?
- Racja, ale ten akademik. Może lepiej wrócę do domu i będę dojeżdżać. A i lepiej od razu sprzedajcie moje mieszkanie.
- Kupiliśmy je niedawno i jesteśmy związani umową, aby go nie sprzedawać przez najbliższe 5 lat. Ale z tym akademikiem, to faktycznie nie wiem. Rodzice mówili, że przez pierwszy semestr pewnie jeszcze pomieszkasz tam, ale nie wiedzą, jak będzie później.
- A czemu to ty mnie o wszystkim informujesz?
- Czekaj, to było tak; rodzice rozmawiali ze sobą, nie wiedząc, że właśnie przyszedłem ich odwiedzić. Drzwi nie były zamknięte, chyba się gdzieś chcieli wybrać. Kiedy jednak spostrzegli, że wszystko słyszałem, to nie chcieli, abym tobie o tym mówił. Masz się skupić na nauce, a nie zamartwiać takimi rzeczami. Więc nic ci nie mówiłem, ale ostatnio sprawy mają się coraz gorzej. Pomyślałem, że lepiej będzie jak się o wszystkim dowiesz.
- Aha. Ale może faktycznie zrezygnuję z tych studiów. Przecież mogę po nich nie dostać nawet pracy, wyląduję na kasie w jakimś markecie.
- Zapomniałaś już o marzeniach, o filmie, reżyserii? Zobaczysz, jeszcze nagrasz wielką produkcję i spłacisz rodzicom wszystkie długi, które u nich zaciągnęłaś - powiedział śmiejąc się lekko pod koniec.
- Otóż to, marzenia. One z definicji nie mogą się spełnić, bo gdy to następuje przestają już nimi być.
- Ja muszę już kończyć, zaraz lecę z Robertem na siłownię.
- Zobaczysz, jeszcze przez to zbankrutujemy. - zaśmiała się Emma.
- Nie, jego ojciec załatwił nam wejściówki za free. Kończę, nara.
Dziewczyna następnie usiadła na ławce znajdującej się w pobliżu, by móc przemyśleć sytuację finansową rodziny. W jej głowie pojawiły się wyrzuty przez wczorajsze zakupy. Zaczęła się też martwić, czy aby nie przepisać się na jakiś "racjonalniejszy" kierunek.

I tyle, nie jestem z siebie zadowolona, bo dawno nie dawałam tak krótkiego tekstu opowiadania. Na dodatek wcale aż tak wiele nie ma on wnosić, a przez fakt, iż dałam ten fragment oddzielnie może się wydawać, że ma spore znaczenie.
W sobotę, tj. pierwszy dzień wakacji zrobiłam filmik wykorzystując oczywiście The Sims 3. To takie video do piosenki Breaking Benjamin - Give Me a Sign, gdyż bardzo mi się spodobała. Niedogodności jak zwykle musiały się pojawiać, kreator zamulał i wyłączał się, bo nie mam takiego dobrego kompa. Musiałam znowu wykonywać te same czynności. Następnym razem zapisywałam więc co chwilę, by w razie czego znowu nie stracić tyle pracy. Kolejne problemy wystąpiły podczas zapisu filmu, przetwarzania czy jak to zwać. Komputer zaczął burczeć jak jakaś stara pralka czy wirówka. xd Pojawił się niebieski ekran, a na nim długi komunikat i jakieś odliczanie. Napisane było po angielsku, zatem postanowiłam sobie odpuścić, bo jeśli nawet znam ten język, to pojęć związanych bezpośrednio z systemem raczej nie. Toteż zrestetowałam urządzenie. To było za dużo na mój sprzęt, ustawiłam lżejsze parametry, przez co musiała ucierpieć jakość filmiku. Trudno, lepiej tak niż wcale i rozwalony komp. Dam parę zdjęć "z planu teledysku" xd, a właściwie przed nim i z jego początku. Czterech simów zostało specjalnie na jego potrzebny stworzone, po wszystkim rzecz jasna usunęłam ich, a właśnie muszę teraz pousuwać filmiki nagrane w simsach i program do tworzenia filmików, bo miejsce zajmuje. Dobrze, fotki.
Przed mieszkaniem:
Trochę integracji, żeby się swobodniej grało i wykonywało swoją rolę. ;p
Musieli od razu wynieść się z okolic mieszkania i pojechać do klubu. Nie zdążyłam ich wyposażyć w samochód, toteż taxówka magiczna zawiezie zawsze w danym momencie. Ale ten taxówkarz się ubrał, w graniaku, no bez przesady. xd
A tak wyglądało na początku mieszkanie w środku:
Tu przyjaciółka głównej bohaterki teledysku analizuje stan wody w Bridgeport, a tak na serio to nie miała jeszcze zawadzać przed mieszkaniem.
Co za skupienie, pewnie dlatego, że m.in. ściany już zmienione no i tv nowy doszedł.
Taka tam obserwacja - nasuwają się wnioski typu "wszyscy szczęśliwi, oprócz mnie" - para w oddali została wynajęta z miasta. Wyskoczył komunikat, że kogoś zdradzili. Nie przejmowałam się jednak, iż ich życie legnie w gruzach, bowiem od początku miałam zamiar gry nie zapisywać i dotrzymałam obietnicy. ;d Także żyją sobie w spokoju z rodzinami czy partnerami, nie sprawdzałam ich biografii.
Teraz wrzucam tenże filmik z youtube (mojego konta oczywiście), uprzedzam, że jakość nie powala i płynność także pozostawia wiele do życzenia - nie moja wina, tylko kompa. No to teraz już pewnie zniechęciłam to nieliczne grono, któremu może przez chwilę przemknęła myśl, by obejrzeć moją produkcję. Ale co tam:





Jeszcze krótko o tym, co ciekawego w necie; smutny autobus od MSW i jego parodia smutny samolot. W szczególności są podzielone opinie na temat tego pierwszego, odpowiada za niego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych. Filmik ma zachęcać do sprawdzania autobusów, czy nie są stare itp. Jednak sposób w jaki przedstawiono tam mało zdatny do użytku pojazd był dość dziwny w stosunku do tego, co chciano osiągnąć. Bowiem internautom jest żal poniżanego, smutnego autobusu. Mi również zrobiło się go szkoda, nie przeczę. xd A tu taka końcówka, nie spodziewałam się. Chodzi wszakże o to, by nie mieć żadnej litości i sprawdzić ten rejestr, ponieważ życie ludzkie jest ważniejsze. No cóż, pewnie mogliby to przekazać w bardziej stosowny sposób, lecz może chodziło właśnie o to, byśmy zwrócili na sprawę uwagę. Ja widziałam na stronie głównej youtube ten filmik od paru dni i wczoraj myślę sobie, iż muszę w końcu obejrzeć, dodatkowo dodało go MSW! To co tam może być takiego interesującego? Już wiem o co chodzi, jestem spokojna. ;d Co do parodii głosy również bywają podzielone.
 To już wszystko, co przygotowałam. Może jeszcze napiszę, a może nie.