piątek, 6 czerwca 2014

Powieść

Witam wszystkich! Dziś zamieszczam dalszą część powieści i nic więcej. Zaczęłam pisać tą część już prędzej, ale problem jest zawsze z brakiem ilości wolnego czasu. Słowa same przychodzą na myśl i samo w sobie tworzenie nie jest trudne. Przydałoby się tak, żeby doba miała 50h, a szkoła trwała tyle, ile teraz. Marzenia. Dobrze, przechodzę wobec tego do treści:

Następnego dnia Em obudziła się ok. 6.30. Widząc tę godzinę postanowiła, iż jeszcze trochę poleży. Tego dnia miał wykłady na 11.00. Wyjęła tylko z szafki telefon oraz słuchawki i tym razem na nim zaczęła słuchać muzyki. Chwilę po tym obudziła się jej współlokatorka. Ta dziewczyna zaczynała zajęcia wcześniej niż Emma, toteż po wymianie paru krótkich zdań poszła od razu do łazienki, by - jak to określiła - "ogarnąć się". Czartoryska zatem nadal słuchała muzy, wśród odsłuchiwanych utworów przeważały te z gatunku rocka. Dziewczyna chciała dzięki temu nabrać sił na nowy dzień. Dodatkowo wciąż miała w głowie historię Johna. Wtem w pokoju zjawiła się ponownie Tam.
- Jestem już gotowa - rzekła. - Jakby co masz już wolną łazienkę.
- Okej, dzięki za info.
- A właśnie... Byłaś się spytać wczoraj o Bradleya? Bo ja już wtedy zasnęłam.
- "O matko - rozprawiała Emma szybko w myślach. - Co by tu powiedzieć? Przecież nie powiem jej tego wszystkiego."
- No tak, byłam - odpowiedziała Em. - Ale jakoś tak wyszło, że zeszliśmy z tematu.
- Rozumiem - odparła Tamora uśmiechając się. - Rozgadaliście się o czymś innym. Powiesz o czym?
- W sumie to nic konkretnego. A ty nie spóźnisz się na zajęcia? - zapytała odwracając temat.
- Masz rację. Lecę na uczelnię, pa.
Emma natychmiast poszła się umyć i przebrać, by potem móc iść odwiedzić Johna. Skoro zaś wykonała podane czynności, udała się ku pokojowi kolegi. Tak jak wczoraj, tak i dziś zapukała do drzwi. Aczkolwiek tym razem nikt nie odpowiadał ani nie zbliżał się nawet w stronę drzwi - w przeciwnym razie dałoby się usłyszeć zapewne kroki. Studentka pomyślała wobec tego, iż sobie odpuści, w końcu John ma zajęcia na później. Wróciła zatem do swojego pomieszczenia, wyjęła notatki z poprzedniego dnia i zaczęła je przeglądać. Coś jednak cały czas ją wewnętrznie rozpraszało, nie pozwalało się kompletnie skupić na nauce. Dziewczyna mimo to dalej czytała zapisane poprzedniego dnia słowa, lecz nie przemawiały one do niej. Dziwiła się temu swojemu stanowi, gdyż zazwyczaj nie miała większych problemów z nauką, czy osiągnięciem skupienia - według niej to ono właśnie było kluczem do zrozumienia danych zagadnień. Doszło do niej jednak, że nie ma to teraz większego sensu. Toteż zeszła na dół, do kuchni, gdzie przygotowała sobie trzy kanapki. Jedną z nich zjadła w stołówce, a z dwiema pozostałymi poszła na górę, by włożyć je do plecaka. W akademiku wydawało się być teraz pusto. Em wiedziała, że tylko ona i John mają w ten dzień na później. Koło godziny 10.00. zaczęła przygotowywać się do wyjścia. Postanowiła, że jeszcze raz zapuka do drzwi Johna. Tym razem usłyszała, jak ktoś nagle się zrywa i biegnie najwyraźniej otworzyć jej drzwi. Tak też było.
- Co tam? - zapytała.
- A, no nie wiem - mówił. - Tak jak widać, zdążyłem się przebrać, a teraz sobie szkicuję.
- Lubisz rysować?
- Tak, czasem. Ale nie oszukujmy się, żadnych wybitnych zdolności, to w tym kierunku nie posiadam.
- Czyli wszystko w porządku?
- Zawsze mogłoby być lepiej, ale nie martw się. Pewnie masz zaraz zajęcia. Nie zabieram ci więcej czasu.
W ten oto sposób John niejako wymusił koniec rozmowy. Emma nadal miała odczucie, że jej kolega nie jest w najlepszym nastroju. Postanowiła mimo to go zostawić w spokoju, każdy potrzebuje czasem samotności, podczas której można wiele rzeczy przemyśleć. Dziewczyna wstąpiła szybko do swojego pokoju i zabrała plecak. Potem zeszła na parter. Przez okno zobaczyła jakąś zbliżającą się do tego budynku męską sylwetkę. Postać ta przykuła jej uwagę.
- "To pewnie kolejny lokator - myślała. - Tylko czy to jest Bradley? Muszę się zaraz przekonać, bo inaczej nie da mi to spokoju podczas zajęć."
Chłopak szedł dość niepewnie, rozglądał się dookoła. Emma zaraz wyszła z budynku i do niego podeszła.
- Witaj! - powiedziała. - Też będziesz tu mieszkał?
- Owszem, chyba... - mówił jakby trochę wątpiąc. - Czy tu mieszka John Hill?
- Tak. To ty musisz się nazywać Bradley.
- Zgadza się. Bradley Ward. A ty? - odparł podając jej rękę.
- Emma Czartoryska. Miło mi - odpowiedziała również podając dłoń.
- Skąd wiedziałaś, jak się nazywam?
- John mi trochę o tobie opowiadał. Martwił się, że nie przyjechałeś wczoraj.
- Ta, bo zgubiłem adres. W ogóle najpierw auto pożyczone od ojca się zepsuło na początku drogi, no jak na złość. Potem podróżowałem na stopa. Zostawiłem gdzieś w tym całym zamieszaniu przypadkowo adres, no i tak czas mi zleciał. Wczoraj byłem już w tym mieście, ale w dość znacznej odległości od tego akademika. Krótko po tym zrobiło się już ciemno, więc głupio tak błądzić po nieznanym mieście w nocy.
- To gdzie się podziewałeś w tę noc?
- W bractwie studentów, przygarnęli mnie na ten jeden nocleg.
- A czemu nie odbierałeś telefonu?
- Co to, przesłuchanie jakieś? - zapytał uśmiechając się. - Bateria oczywiście mi padła, to przez telefony do ojca w sprawie jego kochanego samochodu i używanie GPSu.
- To wszystko jasne. Dobra, ja się trochę spieszę na zajęcia, a ty lepiej idź na pierwsze piętro do Johna i mu wyjaśnij całe zajście.
- Musiał chyba cię naprawdę wkręcić jakąś historią. Wygląda jakbyś się przejęła całą sprawą.
- Czasem chyba mam za dużo empatii i to dość nieracjonalnej... w dodatku pesymistycznej.
- Do końca jeszcze nie wiem, o co ci chodzi, ale po rozmowie z Hillem pewnie mnie oświeci. Nie zabieram ci już więcej czasu. Udanych zajęć!
Emma poszła zadowolona do Budynku Klubu Studenckiego Connersa na wykład ze sztuk pięknych. Po paru minutach była na miejscu. Weszła na teren obiektu i odszukała daną salę. W niej siedziało już trochę osób. Dziewczyna zobaczyła z przodu jedno wolne krzesło. Wybrała właśnie je, by móc więcej wynieść z zajęć. Jak powszechnie wiadomo siedzenie z tyłu może "nakłaniać" do takich czynności, jak rozmowy z osobami blisko się znajdującymi, smsowania, rysowania, wyśmiewania itp., a to wszystko dlatego, iż profesor/nauczyciel mniej widzi. Brunetka podeszła zatem do wyznaczonej przez siebie ławki. Siedział przy niej czarnowłosy chłopak. Em spytała się tylko, czy miejsce jest wolne. Student powiedział, że tak. Dziewczyna wypakowała zatem swój notes. Po chwili rozpoczęły się już wykłady. Emma nadal kontynuowała swoje plany z wczoraj, zakładające pisanie notatek. Niektórzy bowiem nawet spali. Natomiast kolega siedzący obok niej zadał jako pierwszy pytanie.
W konsekwencji doprowadziło to do wszczęcia małej dyskusji. Włączyła się do niej również Emma, lecz pani profesor dość szybko ją zakończyła. Nie chciała zbaczać z tematu, tylko tłumaczyć dalej kolejne zagadnienia. Zajęcia zakończyły się o godz. 14.00. Em wobec tego wróciła do akademika. Weszła na stołówkę i przypomniała sobie, iż nie zjadła kanapek, które przyrządziła sobie wcześniej. Wyjęła je zatem z plecaka, usiadła przy stole i spożyła jedzenie.
- "Cicho jakoś - rozmyślała. - Pewnie nikogo nie ma. Wszyscy mają zajęcia, a ja mogę teraz w spokoju pobyć sama. To dziwne, ale czasem potrzebuję takiej rozmowy z samą sobą. A gdy wokół są inni jest to dosyć trudne, bo pomyślą, że ich ignoruję. No dobra, podsumujmy to, co do tej pory się wydarzyło. Dziś minął drugi dzień zajęć, na razie nie jest ciężko, lecz muszę pamiętać, iż to dopiero początek. Bradley - przyjaciel Johna już jest. Zatem jeszcze jedna osoba się tu wprowadzi, chciałabym wiedzieć, kto to będzie. Ale ogółem nie mogę narzekać na współlokatorów. Wydają się w porządku i oby nie uległo to zmianie. Hm... Dokąd ja właściwie zmierzam. Nawet jeśli jakimś cudem skończę te studia, to co? Moja wymarzona reżyseria? Bardzo bym chciała, ale i tak się nie uda. Zatem będę się trzymać bardziej realistycznej alternatywy. Może na przykład recenzowanie filmów? Dzięki temu skupiłabym się na dziedzinie samego filmu. Tak... i co? Będę sfrustrowana, iż mi nie wyszło. To pewnie będę krytykować wszystkie dzieła dziesiątej muzy. O, muzy, mitologia grecka. Pamiętam tą moją fascynację tymże państwem. Potem trochę przeszło, ustąpiło miejsca Egiptowi. A teraz? Co tak naprawdę mnie interesuje? - myślała załamując powoli ręce. - Ja wiem! Nic! Nie ma niczego, czym bym mogła żyć. Ja potrzebuję idei! Jak ją odnaleźć? Tylko ona jest w stanie zapewnić mi szczęście. Bo co to za życie bez tego uczucia? Ludzie od zawsze do tego dążą. Dobra, jak na razie istnieję dla - że tak to określę - samego w sobie egzystowania. Lecz to z czasem się znudzi, tak nie można długo. Pustka będzie robiła się coraz większa, bardziej nieznośna. I są dwie opcje; albo zeświruję, albo popadnę w jakiś stan głębokiej apatii. Zacznie się od postawy nihilistycznej, a przejdzie potem do najmocniejszej według mnie jej odmiany czyli egzystencjalnej. Będę po prostu odrzucać wszystko, nic nie będzie się już dla mnie liczyć. A może życie to faktycznie tylko iluzja, złudzenie? Toteż po co się starać... Nie, ale przecież coś musi być. A przynajmniej może być. Zatem nie warto teraz się poddawać, gdyż kiedyś może odnajdę właściwą dla mnie drogę i mam nią kroczyć z pustymi rękami? Nie, trzeba mieć coś w zanadrzu, co pozwoli mi na start nie od samego zera. Dobrze, znów poświęcę się nauce, studiom."
Emma usłyszała, jak ktoś wchodzi do budynku akademika, a następnie do pomieszczenia z tv. Studentka poszła sprawdzić, kto to. Po dźwięku obcasów obstawiała, że to dziewczyna.
- O, siema Emi! - odrzekła radośnie Jennifer.
- Hejka - odpowiedziała. - Skończyłaś na dziś zajęcia?
- Tak, jakie nudne były te wykłady. A wiesz, mam taki pomysł. Potrzebuję jakiś nowych ciuchów. Co ty na to, żeby iść na zakupy?
- Świetny pomysł. Może pozostałe dziewczyny też by z nami poszły?
- Czemu nie. To ja już wysyłam smsa do Tamory i tej drugiej. Jak tam ona miała?
- Ayana. Masz jej numer, a nie pamiętasz imienia?
- Ach, no wiesz, takie trochę dziwne to imię...
- Hm... Pojęcie względne, każdemu do gustu ma prawo przypaść co innego.
- Masz rację. To weź przygotuj kasę. Jak przyjdą będziemy zaraz wychodzić.
- Spoko. Obym znalazła jakieś ubrania, bo ostatnio nie mogę nic konkretnego znaleźć.
- Najwyżej pomożemy ci wybrać. - uśmiechnęła się Jenni.
- A ty wiesz już mniej więcej, co chcesz kupić?
- Coś mrocznego. Może jakaś koszulka z zespołem rockowym. Więcej pomysłów nie mam.
- Też lubisz rocka. Ekstra. Musimy się kiedyś powymieniać piosenkami.
- Dobry pomysł. Przydadzą mi się nowe kawałki. Dobra, ja idę szukać kasy.
Emma również poszła do swojego pokoju i poszukała w plecaku portfela. Po około pół godzinie Jennifer wraz z dwiema pozostałymi współlokatorkami weszły do tego właśnie pomieszczenia, by poinformować koleżankę, iż są już gotowe na wyjście. Gdy zeszły na korytarz Tamora zaproponowała, że mogą pojechać jej autem. Blondynka siadła więc za kierownicą, obok niej Ayana, na siedzeniach z tyłu Em i Jennifer. Dziewczyny jechały do jedynego w tym mieście centrum handlowego, toteż były przygotowane na wielkie zakupy.
- Nie wiem czemu niektórzy mówią, że blondynki są głupie - mówiła Jen. - Patrzcie tylko jak Tami dobrze prowadzi. Ogółem wśród mężczyzn panuje przeświadczenia, że kobiety się do tego nie nadają. W rzeczywistości jest inaczej. Nawet ja jeżdżę lepiej od mojego brata.
- Ach, dzięki za komplement - odpowiedziała śmiejąc się Tamora.
- No, mężczyźni sobie czasem za wiele wyobrażają - zauważyła Emma.
- Czasem? Niemal na każdym kroku można by dostrzec ich męski szowinizm - wyrzekła Jenni.
- To jak ty sobie radzisz z takim nastawieniem w związku? - zapytała Tam.
- Właśnie, wolę niezależność, relacje bez większych zobowiązań - odpowiedziała Jennifer. - Zresztą spędzam więcej czasu tylko z tymi osobami, których towarzystwo mi odpowiada.
- Ej, dziewczyny. Załóżmy feministyczny ruch kobiet - zaproponowała lekko się śmiejąc Emma.
- To nie głupi pomysł! - powiedziała Jenni.
- Można spróbować, zawsze nowe doświadczenie. - odrzekła Ayana.
- Nie mówiłam tego całkiem na poważnie. Ale skoro wyrażacie taką chęć - ciągnęła Em. - Lecz najpierw mężczyźni muszą znów coś odwalić, czemu mogłybyśmy się sprzeciwić.
- Dobra, nie gadajmy już na nich. Taki John i Matt są przecież spoko - tłumaczyła Tamora.
Dziewczyny jeszcze trochę pogadały i były już na miejscu. Stanęły przed wielkim budynkiem z wieloma sklepami. 
Jenni uśmiechnęła się.
- No to co, ruszamy na zakupy.
Studentki zaczęły obchodzić butiki. Zazwyczaj najpierw tylko przeglądały, dopiero po obejściu kupowały. Jednak czasem, kiedy coś od razu się bardzo spodobało kupowały to. Podczas wyjścia toczyły się tego typu rozmowy:
- Trochę mroczny ten sklep - rzekła Ayana.
- To super, wreszcie coś dla mnie. - Ucieszyła się Jennifer.
- No, jestem pewna, że tu coś znajdziesz - powiedziała Em patrząc na Jenni.
Dziewczyny obchodziły poszczególne sektory butiku, gdy Emma spostrzegła koszulki z nadrukami zespołów.
- Jen! - krzyknęła podbiegając do niej. - Są koszulki z rockowymi zespołami.
- Gdzie? - zapytała podekscytowana.
- Proszę - wyrzekła idąc w odpowiednim kierunku.
- Wow! Super. Biorę tę z My Chemical Romance.
- Też ich lubię, ale kupię sobie chyba z Nirvaną, a właściwie twarzą Kurta. - mówiła Emma przeglądając ubrania znajdujące się na wieszakach.
- Ok. A może będziemy się wymieniać, co?
- W sumie czemu nie, w ten sposób zaoszczędzimy gotówkę. O, biorę jeszcze tę skórzaną kurtkę
fryzjer.
- A ja spódniczkę i glany. - odparła Jenni pokazując produkty.
Pozostałe dwie towarzyszki jednak w tym sklepie nic nie znalazły, toteż po zakupie przez Em i Jen wybranych ubrań ruszyły dalej. W jednym z nich Tam znalazła ładną sukienkę.
- Co o niej sądzicie? - zapytała.
- Podoba mi się, ale nie wolisz takiej w kolorze miętowej? - zaproponowała Emma.
- A, bardzo ładna, nie zauważyłam jej wcześniej.
- Bo ktoś ją przewiesił, to chyba ostatnia, rozmiar M.
Tamora wzięła sukienkę i przymierzyła, okazała się być dobra. Studentka wybrała do niej czarny pasek.
- Ayana jeszcze nic nie kupiła - zauważyła Jennifer.
- Bo nic nie mogę znaleźć - odpowiedziała.
- A może my dla niej coś poszukamy - zasugerowała Em.
- Świetny pomysł - zgodziła się Tam.
Dziewczyny poszły do kolejnego sklepu, gdzie kazały Ayanie czekać, aż nie wybiorą dla niej zestawu. Kiedy już znalazły odpowiednie spodnie, bluzkę i bransoletki kazały jej wszystko przymierzyć. Aya była bardzo zadowolona z nowego imagu. Później jednak przypomniała sobie, iż musi kupić okulary, gdyż noszenie szkieł kontaktowych wprawia ją w dyskomfort. Koleżanki pomogły wybrać jej odpowiednią parę. Weszły jeszcze do kilku sklepów, gdzie kupiły dodatki, buty itd. Em nie mogła sama znaleźć sobie żadnego obuwia. Towarzyszki namawiały ją na obcasy. Dziewczyna z początku nie była przekonana, do tego produktu, gdyż zazwyczaj nie nosi szpilek, lecz ostatecznie studentki zachęciły ją do tego. Pod koniec zakupów doszły do wniosku, że czas zmienić swoje fryzury. Około godz. 19 były w domu.
~~rezultaty metamorfoz (przed/po):
Tamora
Ayana
Jennifer
Emma
A teraz końcówka tej części powieści~~
Jennifer od razu udała się do pokoju, by zatelefonować do nowego znajomego, którego spotkała na zajęciach. Trójka dziewczyn weszła na teren jadalnio-stołówki - jak zaczęli nazywać to pomieszczenie. Poczuły bowiem zapach jedzenia. Em poszła sprawdzić, kto jest w kuchni. Okazało się, że to John, który gotuje zupę. 
- Siema! - powiedziała do kolegi.
- To ty Em? - odrzekł lekko zdziwiony. - Nowe ubrania, fryzura. Fajnie.
- Byłam na zakupach razem z pozostałymi.
- A, tak myślałem, że razem gdzieś jesteście. 
- Reszta dziewczyn też przeżyła metamorfozy.
- Zaraz kończę gotować, zawołasz pozostałych?
- Okej, ale Jenni raczej jest zajęta. A co cię naszło, że zdecydowałeś się gotować?
- Hm... Wiesz, że trochę nuda.
- A nie mogliście pooglądać na przykład tv z Bradleyem i Mattem?
- Brad musi wypełnić jakieś formularze jeszcze. W ogóle dzięki za wczorajsze, że tak to ujmę podtrzymanie mnie na duchu. Zazwyczaj taki nie jestem.
- Rozumiem, miałeś powody do podejrzeń.
Po tym Em poszła zebrać współlokatorów na kolację. Jedli zupę.
Nie obyło się bez licznych pogawędek. Okazało się, iż John również bardzo lubi muzykę rockową. Zasiedzieli się tak do ok. 22.00. Potem rozeszli się do pokojów. Emma porozmawiała sobie z Tamorą o wydarzeniach dnia i planach na kolejny. Po jakimś czasie poszły spać.

To wszystko na ten wpis. Na razie! ;)