poniedziałek, 3 lutego 2014

Podróż do prawdy - rozdział 2

Cześć wszystkim! Dzisiaj miałam zabawny sen: Chodziłam po lesie z jakimiś dwiema osobami, właściwie to już stamtąd wychodzimy. Idziemy chodnikiem, przy którym jest parę krzewów. Nagle najprawdopodobniej z tego lasu wybiega niedźwiedź brunatny. Wszyscy jesteśmy przerażeni, bo pędzi w naszą stronę. W pobliżu był jakiś pusty budynek, chyba po opuszczonym sklepie choć był raczej czysty i w miarę zadbany. Jedna z osób mi towarzyszących biegnie koło lewej strony sklepu, ja i ta druga postać stoimy chyba jeszcze na chodniku. Niedźwiedź podbiega do tej pierwszej osoby. Myślę sobie już po niej, uciekajmy. Potem myślę, przecież to nie jest już las, ktoś tu musi w pobliżu być, wezwę pomoc, tamten człowiek nie może zginąć. Przebiegam zatem przez być może dawny sklep, ale widzę, że zwierzę zostawia tamtego w spokoju, chyba nie zrobił mu nic poważnego. Mimo wszystko mówię, żebyśmy uciekali. Mniej więcej w tym momencie kończy się mój sen. W sumie nawet ciekawy, zwłaszcza, że podczas tego snu naprawdę w to wszystko wierzyłam. Z nudy sprawdzam teraz w senniku internetowym co takiego ma oznaczać niedźwiedź. Znalazłam coś takiego: symbol odrodzenia i zmartwychwstania, a także wtajemniczenia w życiowe przejście – głównie ze względu na to, że zapada w sen zimowy i budzi się na wiosnę. Całkiem interesujące. No dobrze, skończę już pisać te głupoty. Oto dalsza część powieści Podróż do prawdy:

   Niebo było już jasne i błękitne. Zza kilku białych chmur wydobywały się promienie słońca, które oświetlały całe miasto. Heinz leżał na trawie na terenie cmentarza. Najwyraźniej więc zasnął.
Powoli zaczął się przebudzać przecierając oczy.
- "Co się stało? Gdzie ja jestem? - ogarnął go szereg pytań, na które starał sobie w umyśle szukać odpowiedzi. - Zaraz. Pamiętam, że widziałem jakąś przezroczysto-białą zjawę, właściwie to wyglądał jak jakiś wędkarz, ten charakterystyczny kapelusz... Nie, co ja? Ześwirowałem chyba. Pewnie to wszystko mi się tylko zdawało. Ale cóż to? - myślał dalej próbując odtworzyć fakty z poprzedniej nocy i zauważając kamień leżący teraz koło jego stopy. - Ta skała... Widziałem ją zanim chyba omdlałem, ale to niemożliwe żebym tak długo był w stanie głębokiej apatii. Pewnie chwilowa utrata przytomności spowodowała upadek, a gdy się ocknąłem... no tak! Sądziłem, iż to zwykły sen. Zatem położyłem się tu na trawie. Wszystko jasne. Ciekawe czy jacyś ludzie tędy przechodzili. W dzisiejszych czasach można by dostać zawału na środku ulicy, a tylko nieznaczna część populacji zadzwoni chociaż po karetkę."
Heinz chciał już iść, ale potrącił niechcący znajdujący się w pobliżu niego kawałek skały.
- "A właśnie. - mówił do siebie w myślach. - Najpierw widziałem płomień, spadł jakby z nieba. To na pewno był ten kamień. W takim razie mam wielkie szczęście, że nie trafił we mnie, byłem przecież naprawdę blisko. I jeszcze to! - myślał łapiąc się za głowę, gdyż przypomniała mu się kolejna niedorzeczna sytuacja. - Ten niby duch powiedział chyba coś do mnie. Tak, jestem tego niemal pewien... Egipt! Ale co to ma oznaczać, mam tam pojechać, czy co?! Nie ma mowy. Nie pozwolę, żeby moja wyobraźnia, która robi ze mnie szaleńca jeszcze bardziej mną pomiatała. A ten kamień z ciekawości pójdę oddać do laboratorium, niech poddadzą go analizie."
Mężczyzna był teraz trochę brudny, więc strzepnął kawałki trawy i ziemi z ubrania. Gdy już skończył od razu udał się w wyznaczone przez siebie miejsce. 
Wszedł do budynku laboratorium i spostrzegł jednego z pracowników. Szybkim krokiem skierował się w jego stronę. Poprosił go o wykonanie badań nad jego głazem. Naukowiec zgodził się za opłatą przeanalizować przedmiot. Badacz kazał poczekać młodemu mężczyźnie około 15 minut. Mniej więcej po tymże właśnie czasie pracownik wrócił z kamieniem oraz kartką z wynikami. Domyślał się, iż Heinz może się w tym nie połapać, zatem przedstawił mu następujące informacje: "nieoszlifowany klejnot o nazwie Niebieski topaz". Blondyn dowiedział się tego, czego chciał, nie było to nic nadzwyczajnego. Wziął swoje znalezisko i wyszedł z budynku. 
Szedł przed siebie zamyślony nie wiedząc tak naprawdę gdzie ma iść.
- "Hm... do domu? - zastanawiał się. - Znowu będę się nudzić. - idąc chodnikiem zauważył po drugiej stronie ulicy kobietę, która prowadziła wózek z dzieckiem. - Gdybyś ty wiedział jakie to życie będzie ciężkie. Ale ty teraz niczego nie rozumiesz. Beztroskie lata dzieciństwa tak szybko mijają, a najgorsze jest to, że będąc dziećmi nie byliśmy nawet tego świadomi. Doświadczenie życiowe, wiedzę nabywamy z adekwatnym do tego czasem..."
Heinz spacerując tak i rozmyślając ramieniem niechcący potrącił jakiegoś mężczyznę, który szedł na przeciw niego, nie zwrócił na to większej uwagi. Drugi osobnik jednak cofnął się i podszedł do blondyna.
- Uważaj jak chodzisz! - krzyknął zdenerwowany.
- To był przypadek, chyba każdemu się może zdarzyć. Po co od razu te nerwy... - tłumaczył się Heinz.
- Za kogo ty się uważasz chłystku?! - zapytał ze złością nowo poznany mężczyzna chwytając blondyna za ramiona i odpychając go.
Na około zaczęło się już robić zbiegowisko.
- "Co mam teraz zrobić? - szybko myślał Heinz. - Ludzie się gapią. Mam swój honor. Stoi też policjant, ale mam to gdzieś, nie zrobią ze mnie pośmiewiska. Mogą mnie potem zabrać na posterunek!"
- Co jest? - krzyczał awanturniczy osobnik. - Teraz odebrało ci mowę?!
- Nie! - odpowiedział donośnym głosem momentalnie unieruchamiając przeciwnika. - Myślisz, że się ciebie boję? - odrzekł z szyderczym uśmiechem na ustach.
-Panie władzo! - wykrzyknął przestraszony. - Proszę coś zrobić, to szaleniec!
- Proszę go zostawić. - rozkazał policjant podchodząc do Heinza.
W tej chwili blondyn nie mógł się już powstrzymać.
- Co?! Pan sobie ze mnie żartuje? - pytał z desperacją w głosie. - Nic mu nie zrobiłem. A jak on wcześniej zachował się wobec mnie? Nikt nie stanął po mojej stronie tylko dlatego, że nie zniżyłem się, by prosić o litość?! To żałosne. - powiedział chcąc opuścić już to miejsce, lecz cofnął się. Zauważył bowiem jak człowiek przed chwilą przyparty przez niego do muru znowu zaczyna się kogoś czepiać, tym razem jakiejś kobiety. Tego było już za wiele, zagrodził mu drogę do nowej ofiary i z zamachu prawą pięścią uderzył w jego nos tak, że poleciała nawet krew.
Poszkodowany zaczął głośno krzyczeć, prawie upadł na ziemię. Wszyscy patrzący na całe widowisko byli zaskoczeni, sądząc po ich minach kompletnie nie spodziewali się takiego rozwoju sytuacji. Heinz wykorzystując ich chwilowe, lekkie zamroczenie, by policja go nie złapała począł oddalać się coraz to szybszym krokiem. Nagle usłyszał kroki kogoś biegnącego za nim, wobec tego przyspieszył nadal mimo to idąc.
- Heinz, czekaj!
Blondyn odetchnął, był to głos Nancy.
- To ty. - powiedział z ulgą przystając.
- Heinz... - odrzekła młoda kobieta dobiegając do niego i lekko dysząc. - Widziałam tą całą sytuację.
- I co? Masz zamiar zrobić mi wyrzuty? - zapytał poddenerwowany jeszcze tym co się stało.
- Ależ nie! - odparła ze stanowczością. - Słusznie postąpiłeś, ludzi powinni się nauczyć sprawiedliwości.
- Sorry, że nawet cię tam nie zauważyłem.
- Rozumiem, byłeś przecież zajęty i jeszcze ten tłum, który się tam zgromadził. Boję się tylko czy policja nie wyciągnie z tego konsekwencji.
- Nie obchodzi mnie to, jutro wyjeżdżam do Francji.
- Na pewno masz teraz na to ochotę?
- Jak najbardziej. To miasto mnie coraz bardziej denerwuje. Jest jakieś dziwne.
Następnie kierując się w stronę pobliskiego parku Heinz opowiedział towarzyszce historię z poprzedniej nocy.
- Hm... Sama nie wiem. - mówiła z zamyśleniem. - Uznałabym to wszystko za wytwór twojej wyobraźni, mogłeś być zmęczony albo przez ten tort wczorajszy, który jadłeś jak byliśmy na mieście. Tylko ten spadający gdzieś z wysoka kamień mnie zastanawia, bo po przebudzeniu nadal był na cmentarzu. Dobrze, że dałeś go do analizy, może poszukam jeszcze czegoś w internecie. A ten cały Egipt...
- Nieważne. Nie uważasz mnie po tych ostatnich wydarzeniach za wariata?
- Nie... zależy mi na tobie. - odrzekła Nancy spuszczając głowę lekko w lewą stronę.
Heinz podszedł do niej bliżej i objął ją. Spojrzeli sobie nawzajem w oczy.
Zrozumieli, że oboje są dla siebie ważni. Nancy stała potem nieruchomo, mężczyzna ten nigdy dotąd nie okazał jej takiej czułości. Zawsze starał się być twardy, a okazywanie uczuć najwyraźniej postrzegał jako słabość. Niespodziewanie jednak bez słowa odszedł w stronę swojego domu. Przyjaciółka postanowiła, iż nie będzie się mu narzucać i również opuściła teren parku. W mieszkaniu młody mężczyzna zaczął pakować swoje rzeczy w walizkę przygotowując się do podróży.

To już wszystko co przygotowałam na ten post. Wiem, że napisałam krócej niż poprzednio, ale ferie mi się skończyły i muszę ogarnąć szkołę, wiecie sprawdziany itp. Zachęcam was jeszcze do wysłuchania piosenki: Three Days Grace - Break. To w takim razie do kolejnego wpisu. ; )

7 komentarzy:

  1. No trochę dziwne, ale co raz ciekawiej się robi! Nie mogę się doczekać dalszej części :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna historia, będę czytać. :3 Twoja simka ma ładne włosy, też mam je u siebie w grze. :D
    Pozdrawiam! ;3

    OdpowiedzUsuń
  3. Zostałaś przeze mnie nominowana do Liebster Blog Aword :)
    Więcej informacji u mnie : http://coraciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się podoba!

    Zapraszam na moje dwa blogi :
    Życie Lilith wywraca się o 360 stopni. A z dnia na dzień jest coraz gorzej. Pojawił się nowy rozdział zapraszam do czytania i komentowania.
    http://my-world-is-your-name.blogspot.com/

    Postanowiłam napisać coś nowego, całkiem ludzkiego. Na razie mam tylko prolog, ale mam nadzieję że niebawem będę mogła dodać pierwszy rozdział :)
    http://not-tell-no.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsze zdj. wygląda bardzo fajnie :-D

    OdpowiedzUsuń

Napiszesz komentarz? Będzie miło, lecz czułabym się bardziej usatysfakcjonowana, jeśli zagości w nim trochę kreatywności, odwołania się do chociażby fragmentu notki. Zresztą co ja się będę rozpisywać - nasze słowa świadczą przecież o nas samych.