środa, 29 stycznia 2014

Podróż do prawdy - rozdział 1

Siema! U mnie nadal trwają ferie, więc jest spoko. Denerwuje mnie tylko ta pogoda, jeśli mam być szczera to nienawidzę zimy już od kilku lat (pewnie od wtedy, gdy śnieg przestał mnie cieszyć), jest zimno, ślisko itp. Wolę już wysokie temperatury i to nie jest tak, że tylko teraz tak uważam. Nieraz w lato było gorąco, ale myślę sobie: mimo wszystko wolę już takie upały niż zimę. Ale skończę już ten temat, ponieważ to co piszę jest bezcelowe. Zatem przejdę do konkretów - zapowiadałam ostatnio, że zacznę pisać w tej notce moją powieść Podróż do prawdy, w takim razie zakładam słuchawki na uszy, włączam muzykę i zabieram się do tworzenia:

   W ciepłe majowe popołudnie Heinz M. oraz jego przyjaciel John Carter musieli siedzieć w firmie. Całe szczęście ich czas pracy właśnie dobiegał do końca. Nie narzekali oni też zbytnio na warunki, bo ich pracodawca zainwestował w klimatyzację jak twierdził z troski o zatrudnionych (niepewne źródła donosiły, iż szef miał kiedyś problemy z powodu omdlenia pracownika, gdy nie było jeszcze klimatyzacji, najwyraźniej jednak obie strony zawarły potajemnie umowę, gdyż poszkodowany nigdy nikomu się nie żalił).
- Jeszcze pięć minut i wreszcie kończymy pracę. - rzekł John.
- Nareszcie, nie mam już siły dalej funkcjonować. - odpowiedział Heinz.
 - Zauważyłem, że już od paru dni coraz bardziej się męczysz. Dostałeś od szefa jakieś trudniejsze zlecenie czy jak?
- A powiedz mi jakie znaczenie w naszym życiu ma praca? - zapytał niechętnym głosem Heinz.
- Jak to jakie? Dzięki niej właśnie mamy pieniądze na życie! - odrzekł pewny swojej racji Carter.
- Życie powiadasz? A czymże ono jest? Co to znaczy żyć?
- Co ci? Znowu wzięło ci się na filozofowanie. - zapytał lekko poirytowany John.
- A nawet jeśli, to co?
- To dlatego ostatnio jesteś taki jakby nieobecny. Co się stało w ogóle? Po co ta zmiana?
- Ta jak to określiłeś "zmiana" dokonywała się we mnie już od bardzo długiego czasu, ciągłe rozważania...
- Opowiadałeś mi raz, że kiedyś dawno byłeś w pewnym sensie w depresji. Czy twój obecny stan znowu nie zmierza czasem ku temu?
- Ależ nie! Teraz jestem bogatszy o m.in. właśnie tamto doświadczenie. Ta swego rodzaju depresja polegała w moim przypadku na tym, że byłem załamany i uważałem, iż cały świat się na mnie uwziął. - mówił blondyn.
- A teraz jak to postrzegasz? Bo według mnie teraz też bez powodu przesadzasz.
- Te myśli to była strata czasu. Wiem, że w pewnym sensie wszyscy jesteśmy tacy sami. Każdy z nas ma swoje problemy, niektórzy natomiast mają pieniądze, które są gotowa zaprowadzić ich do niejakiego szczęścia.
- Więc sądzisz teraz, że szczęście można kupić? A co z rodziną, przyjaciółmi?
- Ależ oczywiście pieniądze nie zapewnią nam szczęścia. Właściwie to mogą one je nam odebrać; taki bogacz boi się czy aby to go nie okradną...
- Więc pojmujesz to tak jak ja. - odparł zadowolony brunet.
- Z tą różnicą, iż według mnie nic nie jest w stanie zapewnić szczęścia. Na tym świecie wszystko, a więc i wszelakie uczucia są pojęciami względnymi, subiektywnymi ludzkimi wyobrażeniami, nie ma prawd obiektywnych. A wy daliście się wkręcić w ten cały system, ja przez was nie mam wyboru i muszę również w nim siedzieć.
- Teraz wszystko wydaje ci się takie bezcelowe?
- Do końca jeszcze nie wiem i nigdy nie będę wiedzieć, bo niczego nie można być pewnym. Ale spójrzmy na inną kwestię; od zawsze miałem umysł matematyka, ścisły, a jednak coś mnie ciągnęło do nauk humanistycznych. Tym czymś jednak była chyba tylko chęć kariery w kierunku humanistycznym.
- A kim to chciałeś zostać? - spytał zaciekawiony John.
- Pisarzem. Nieźle, prawda? Przecież nigdy nie miałem talentu do tworzenia, a jednak coś sobie uroiłem, że może się uda. Ale nie. To marzenie doprowadziło mnie tylko od klęski. Poszedłem na humana w liceum, w połowie nauki w tejże szkole doszło do mnie, iż się do tego nie nadaję, ale było już za późno, by się przepisać. Nie nadgoniłbym materiału klasy ścisłej. Postanowiłem sobie jednak, że chociaż studia wybiorę racjonalnie, wybrałem zatem ekonomię.
- Racjonalnie czyli tak, aby znaleźć pracę, rozumiem. Od zawsze miałeś predyspozycje do nauk ścisłych. A czy teraz praca daje ci satysfakcję?
- Poniekąd tak, bo przynajmniej robię coś w czym jestem dobry, ale szczerze to w najmniejszym stopniu nie wydaje się mi interesujące.
- A więc mózgiem, rozumem jesteś ścisłowcem, ale duszą, sercem humanistą, czy tak? - zauważył John.
- Nie, żaden ze mnie humanista, nigdy nim nie byłem. W połowie liceum zrozumiałem jak byłem naiwny, a wszystko przez to durne marzenie by zostać pisarzem.
- Ok, skończyliśmy już zmianę.
- Faktycznie. - powiedział już weselszym tonem Heinz.
- Widzę jak jesteś zmęczony pracą, a może weźmiesz urlop i pojedziesz w podróż, odpoczniesz, nabierzesz nowych wrażeń.
- W sumie niegłupi pomysł. - odrzekł blondyn lekko się uśmiechając.
- Robisz coś dziś wieczorem? Może wyjdziesz z moją siostrą i ze mną do jakiejś knajpy? Rozerwiesz się.
- Nancy też będzie? A właśnie, co u niej, dawno jej nie widziałem.
- Bo ostatnio siedzisz tylko w domu, poza pracą rzecz jasna. To ona chciała się wreszcie z tobą zobaczyć i zaproponowała to wyjście. Zatem zgadzasz się? - zapytał zniecierpliwiony czekaniem na ostateczną odpowiedź John.
- Mogę przyjść, a gdzie i o której?
- Przyjdziemy po ciebie około 19.00 pod twój dom, pasuje?
- Myślisz, że zapomniałem już jak wygląda miasto?
- Ależ nie. No to już idę do domu.
- Spoko. Ja pójdę jeszcze do szefa zapytać się o ten urlop. To do 19.00.
   Około 18.50 Nancy i John zjawili się pod domem Heinza. Przez okno zauważyli, że śpi on na kanapie.
- Biedak śpi, pewnie zmęczył się w pracy. - powiedziała Nancy, z jej głosu dało się wyczuć troskę o Heinza.
- No co ty, ja jakoś bez problemu daję radę. To na pewno przez ten jego sposób interpretowania świata. - odpowiedział John.
- Co masz na myśli? To może lepiej go nie budzić?
- Nie, on musi się trochę rozerwać, zapomnieć o tych swoich filozofiach.
- To ja zadzwonię. - rzekła Nancy przyciskając dzwonek.
- Zastanawia mnie tylko jeden aspekt. W pracy wykonuje on swoją robotę niemal perfekcyjnie. Natomiast jego życie prywatne jest... sama widzisz jakie. - mówił zmartwiony brunet. - Co ty? Chcesz go dzwonkiem obudzić? Tak to się robi. - odparł weselej chcąc rozładować lekkie napięcie i uderzając pięścią prawej dłoni o drzwi.
Heinz musiał się momentalnie obudzić, gdyż od razu zjawił się w drzwiach.
- Co? Wy? - powiedział jeszcze zaspanym głosem. - Zapraszam do środka! - odrzekł wykonując przy tym gest ręką w stronę wnętrza pokoju.
- Ty nas zapraszasz? To my ci zaproponowaliśmy wyjściem, pamiętasz? - zapytał lekko rozbawiony tą sytuacją John.
- Aha, no fakt. Cześć Nancy, dawno się nie widzieliśmy. - powiedział Heinz uśmiechając się w jej stronę. - Przepraszam was, byłem zaspany. To gdzie idziemy?
- Do baru u Wiesia, tak? - zaproponował brunet.
- Co ty gadasz, przecież dwa dni temu go zamknęli. - zauważyła Nancy. - To może pójdziemy do tej małej restauracji na obrzeżach miasta?
- Tam? Nudno będzie, czemu Wiesław musiał to zrobić właśnie teraz?! - mówił John.
- W porządku. Pójdziemy do tej restauracji i coś kulturalnie zjemy.
Przyjaciele postanowili więc gdzie spędzą wieczór. John zamówił taksówkę i po 15 minutach byli już na miejscu.
- Nawet fajnie tu wygląda, muszę częściej chodzić po mieście. - powiedział Heinz.
- To wybierzmy sobie stolik. - zaproponował John.
- Może ten? - zapytała Nancy wskazując jednej z wolnych stolików.
- Okej, co za różnica. Tylko dostawię sobie krzesło od jakiegoś innego.
Wszędzie bowiem były tylko dwa krzesła przy jednym stoliku. Gdy grupa zasiadła już zjawiła się kelnerka. Przyjaciele postanowili, że nie będą sami wybierać dań. Byli ciekawi kto z nich co dostanie. Czekając na jedzenie wszczęli rozmowę:
- Szef dał ci wolne? - spytał John.
- Tak, bez problemu. Powiedział, że dobrze wykonuję swoją pracę zatem się zgodził.
- Właśnie, bo chcesz podobno wybrać się w podróż. - mówiła zaciekawiona Nancy. - Gdzie chcesz jechać?
- Myślałem nad Francją.
- Dobry pomysł. To przepytam ciebie, ok? Comme ça va?- mówiła Nancy z francuskim akcentem.
Comme ci comme ça.- odpowiedział Heinz.
- To wy tu mi tą piosenkę chcecie śpiewać? - zapytał rozbawiony John.
- Pourquoi?- zapytała dziewczyna.
- Je suis fatigue.- odrzekł blondyn.
- O, idzie już kobieta z jedzeniem. - rzekł ucieszony John. - Nareszcie, już nie mogę słuchać tego waszego francuskiego.
Przyszła do nich kelnerka i położyła im potrawy na stole.
- No to jemy! - powiedział brunet zacierając ręce.
Zaczęli zatem jeść.
- To Heinz, twoje ostatnie zadanie. Przedstaw się po francusku. - odparła brunetka.
- Je m'appelle Heinz. Je suis Polonais.5
- Przestańcie już. Będziesz tam mówić po angielsku i tyle. - powiedział John.
- A dobra. Chyba wyjadę pojutrze. - zakomunikował Heinz.
- Szybka decyzja, zdążysz się przygotować? - spytała dziewczyna.
- Chyba tak, w razie czego mogę liczyć na waszą pomoc w zakupach czy pakowaniu się? - zapytał blondyn.
- Ależ oczywiście. - powiedział John. - I spiszę ci tytuły kilku fajnych piosenek, żebyś się nie nudził podczas podróży. Właśnie, jaki wybrałeś środek transportu.
- Samolot, tak będzie najprościej. Uzbierałem też trochę kasy, więc raczej nie powinienem z niczym mieć raczej problemu.
Przyjaciele porozmawiali jeszcze trochę o najnowszych wydarzeniach na świecie, co ciekawego leci w kinie, muzyce i tym podobnych sprawach. Gdy mieli już wracać Heinz powiedział, że pójdzie sam, bo chce przejść się jeszcze po mieście. Towarzysze nie chcąc wywierać na nim niepotrzebnej presji zgodzili się. 
   Heinz wędrował bez celu po mieście, aż w końcu znalazł się w okolicach cmentarza. Wszedł zatem na jego teren. Pospacerował trochę, aż nagle utworzył się przed nim kłąb mgły i ukazała się przezroczysta postać.
- "Co to? Duch? - pomyślał patrząc z niedowierzaniem. - Czy jest ze mną naprawdę już aż tak źle? Wariuję."
Zjawa nagle odezwała się do niego: Egipt...
- Co? - zapytał zdziwiony.
Duch jednak zaczął powoli zanikać. Heinz obrócił się dookoła i spostrzegł mgłę, która robiła się coraz gęstsza. Nagle zauważył kątem oka jakiś spadający nie wiadomo skąd płomień, gdy odwrócił się w tamtą stronę zauważył tylko kamień.
- Co się tu dzieje, no?! - krzyknął zrozpaczony blondyn. Myślał, że może ktoś się odezwie. Odpowiedziała mu jednak tylko głucha cisza. Powoli zaczął czuć się słabo, tracił oddech i panowanie nad swoim ciałem, obraz przed oczami robił mu się coraz jaśniejszy...

Ok, to już starczy. Wiem, że mogło to być trochę nudne (zwłaszcza początek), ale od czegoś trzeba zacząć. Macie tutaj przypisy (do francuskich zwrotów), będę stosować je zawsze gdy będę się do czegoś odnosić - tak, abyście wiedzieli o co mi chodzi.:
1) Jak się masz?
2) Średnio/tak sobie.
3) Czemu?
4) Jestem zmęczony.
5) Nazywam się Heinz. Jestem Polakiem
Jeszcze piosenka na dziś: 30 Seconds To Mars - Hurricane. Nic więcej już nie piszę, bo muszę iść na obiad. Narka. ; )

13 komentarzy:

  1. Ej, przerwałaś, w bardzo interesującym momencie! Teraz to na pewno będę czekała na nowy rozdział!

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe. Szkoda, że przerwałaś w takim interesującym momencie. Na pewno tu jeszcze zajrzę. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny post, bardzo ciekawe, będe czekać na więcej ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Hejj xd Sorki, że wpadam dopiero teraz, obiecałam, że zajrzę już jakiś czas temu... :D
    Po pierwsze, to brawa za oryginalność xd Simsy mają swój potencjał, który świetnie wykorzystujesz ;p Piszesz bardzo lekko i ktoś kto lubi czytać internetowe opowiadania na pewno się nie rozczaruje :D

    Pozdrawiam :D

    wielobarwny.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawy blog. Masz talent do pisania opowiadań. Będę czekała na następny rozdział z niecierpliwością. :) ~ segziczika.

    OdpowiedzUsuń
  6. No no...rozkręcasz się ;) Coraz fajniejsze zwroty, nie powtarzasz słów, ładnie budujesz zdania. Do tego fajne obrazki i naprawdę dobrze się to prezentuje. Podobają mi się te takie zdania dopowiedziane w nawiasach na początku, dzięki temu jest wyraźniej i bardziej czytelnie, ogólnie supcio, mało jest takich blogów ^^
    Pozdrowionka. Gumanaj

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajne opowiadanie. Widzę, że lubisz simsy ;) Widać, że znasz się na pisaniu. Powodzenia w dalszym prowadzeniu i pisaniu! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. świetny blog! chętnie jeszcze tu zajrzę :)
    glitery: agnnes18

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne opowiadanie! Aż zachciało mi się grać w Simsy (:

    OdpowiedzUsuń
  10. świetny blog ! chętnie zajrzę tu jeszcze ; )
    glitery: agnnes18

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz naprawdę talent .Twoje opowiadania są bardzo ciekawe.
    U mnie kolejne notki wiem że trochę za często je dodaje

    simssims170.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń

Napiszesz komentarz? Będzie miło, lecz czułabym się bardziej usatysfakcjonowana, jeśli zagości w nim trochę kreatywności, odwołania się do chociażby fragmentu notki. Zresztą co ja się będę rozpisywać - nasze słowa świadczą przecież o nas samych.