środa, 15 października 2014

Cytaty filozofów, theatrum mudni, wspomnienia Emmy, znaczenie muzyki dla mnie

 Witajcie! Dodaję wpisy rzadziej - jak łatwo zauważyć - ale to głównie ze względu na szkołę. Skoro zatem już zdecydowałam się napisać, to bez zbędnych słów przechodzę do mojego zamysłu na tenże post.

 Otóż kiedyś tam - tj. po którejś z kolei "reaktywacji" mojego bloga napisałam, że niby interesuje mnie filozofia. Czy ja wiem, czy to prawda? Bardziej po prostu lubię sama rozmyślać nad sensem ludzkiej egzystencji czy w ogóle czegokolwiek innego. Krótko mówiąc moja wiedza w tym temacie jest znikoma. Mam jednak kilku wybranych miłośników mądrości, których szczególnie sobie cenię. Właściwie to niekoniecznie tyle ich samych, ile część wypowiadanych przez nich słów. Toteż podzielę się z wami paroma cytatami:
Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.” Sokrates
Śmiem zatem twierdzić, iż wszyscy mamy zadatki na myślicieli. Jakie to dla mnie motywujące.
Myśleć to co prawdziwe, czuć to co piękne i kochać co dobre - w tym cel rozumnego życia. Platon
Nic dodać, nic ująć.
Straszną jest rzeczą, kiedy dusza zmęczy się życiem szybciej niż ciało.” Marek Aureliusz - tak, ten cesarz rzymski
Rzecz jasna mowa tutaj o czymś, co zwiemy stanami depresyjnymi. Skąd ja to znam. Czasem bez głębszego powodu popadam w tzw. doła, w innym przypadku przez jakieś niepowodzenia. Nie jest zbyt istotna przyczyna. Ważne, iż wygląda to prawie tak samo. Myślę nad tym, że nie potrafię i prawdopodobnie nigdy nie będę prawdziwie korzystać życia. Co więcej marnuję czas w chwili prowadzenia tych wewnętrznych monologów. Ponownie wyrzucam sobie, że należało iść na profil mat-fiz. Przecież matmę rozumiałam, a szansy nie wykorzystałam. Co mi do głowy strzeliło z tym humanem?! Mogłam zostać informatykiem, tworzyłabym wirusy. Jako ich kreator byłabym pierwszą osobą, która znałaby ich zapewne jakże skomplikowaną budowę.Toteż sprzedawałabym do nich antywirusy. Takie z lekka nieuczciwe zajęcie, lecz przynajmniej opłacalne. Ale ja wybrałam profil humanistyczny. Studia również muszą być w tym kierunku, bo przez te trzy lata w liceum więcej wiedzy wpajano mi z tych rozszerzonych przedmiotów. Ostatecznie będę szczęśliwa, jeśli chociaż dostanę pracę w markecie czy innym sklepie. Co do tej depresji, to potem zadaję sobie już tylko pojedyncze pytania. Następnie przechodzę sobie w stan "niemyślenia", "niepragnienia" - taka prawie nirwana, a kiedyś myślałam, że to niemożliwe. Nie ma jednak szans bym popadła w głębszą apatię, nawet tego nie potrafię. Bowiem muszę choćby uczyć się (w tym roku szkolnym czeka mnie matura) i dlatego nie mogę zacząć sobie wszystkiego zlewać. Okazuje się, że od formy się nie uwolnię - niczym Józio z Ferdydurke.
Może wiem najlepiej dlaczego tylko człowiek potrafi się śmiać: tylko on cierpi tak bardzo, że musiał wynaleźć coś takiego jak śmiech.” Fryderyk Nietzsche
Niestety, ale wydaje się to być smutną prawdą.

 Teraz trochę z innej półki, bo z literatury;
Głupstwo, wszystko głupstwo!... A wam, gdybyście myśleli, mogłoby się zdawać, że to jest coś wielkiego! (...) Głupstwo całe życie, którego początku nie pamiętamy, a końca nie znamy... Gdzież prawda?
Wyjaśnię krótko, gdyż na pewno jeszcze nie wszyscy czytelnicy przerabiali tę lekturę w szkole. Jest to fragment Lalki autorstwa Bolesława Prusa. Słowa wypowiada subiekt Ignacy Rzecki (przyjaciel głównego bohatera - Stanisława Wokulskiego), gdy po zamknięciu sklepu przygląda się znajdującym w nim zabawkom. Część z nich da się nakręcać, lalki zaczynają tańczyć, chodzić itp. Ignacy trzyma nad nimi władzę i do nich właśnie kierował swoją wypowiedź. Po co one to robią? Przecież nie ma to większego sensu. Został tutaj wykorzystany motyw theatrum mundi. Rzecki przyrównuje sobie te zabawki do ludzi, którzy gdzieś pędzą w tym świecie, lecz właściwie nie wiadomo, w jakim konkretnym celu. Świat jest teatrem, a my aktorami. Zostaliśmy rzuceni w określoną rzeczywistość, społeczność - a w taki właśnie sposób kształtuje się osobowość. Może ona więc być zwyczajną wypadkową miejsca naszego urodzenia, sposobu wychowania, środowiska, w którym przebywamy. Czy więc zatem możemy tak naprawdę kierować swoim życiem? To jest ciekawe moim zdaniem zagadnienie i nie znam właściwej odpowiedzi. Nawet gdybym ją postawiła, to byłaby ona tylko subiektywnym odczuciem, a niekoniecznie prawdą.

 Przechodzę do wspomnień Emmy, tym razem już na serio mało tekstu i trochę screenów - odnośnie powieści, to dalsza część na razie się nie pojawia, gdyż teraz nie mam wystarczająco dużo czasu, nie chcę pisać tego na odwal.

 "Siedzę sobie w swoim pokoju. Nagle wchodzą Marius i Robert. Właśnie wrócili ze studia nagraniowego. Przyszedł im ostatnio taki pomysł do głowy, że chcą założyć zespół rockowy. Dziś nagrali swój pierwszy kawałek. Wątpię, iż długo będą to ciągnąć. Żałuję, że w studiu nagraniowym mnie z nimi nie było, ale przekazują mi za to filmiki, fotki i muzykę na pendrivie. Zatem oglądamy te zdjęcia. Na pierwszym Robitzu wita się z ojcem - Davidem - który jest m.in. producentem muzycznym. Na pianinie gra sobie Stu - przyszedł tam z kumplami do towarzystwa, ale sam nie należy do boysbandu.
Tu już Robert testuje swój wokal.
Po drugiej stronie szyby bacznym wzrokiem i słuchem oczywiście nadzoruje wszystko David.
Robert z Codym - perkusistą w tle.
Cody robi hałas.
Robitzu, co to za mina?
Jest moc!
A co to? Plantacja jakaś? Za dużo tej zieleni jak na rock&roll.
Znowu nasz wokalista.
A teraz ponownie perkusista.
Wreszcie na pierwszym planie mój brat Marius - gitarzysta - całe życie na to czekałam.
Kolejna fotka Mariusa, tak mało go było do tej pory, widać chcieli to nadrobić.
Wszyscy razem, rock, yeah! A skąd tam się wziął Alan? Hawajska koszula zawsze spoko.
Mój tata - Benny - też tam był, czuję się dumna. Oryginalny ten jego pomysł z białymi butami do granatowego garniaka.
Jedne z ostatnich partii wokalnych Roberta.
Śpiewem dołącza się nawet Marius. W tle jakaś dziewczyna? Czyżby fanka?
No i już Robert kończy odśpiewywać ostatnią kwestię.
Ostatnia solówka na gitarze i lekkie uderzenia w talerze. Lider grupy zadowolony po wykonanej robocie patrzy, jak idzie kumplom.
Ciekawe, o co chodziło Codyemu.
Rockmani już po wszystkim czekają na przystanku autobusowym.
Skończyliśmy przeglądać fotki, teraz filmiki, będzie jazda..."

Filmików jednak tu nie dam, bo chyba takowych nie posiadam. W tych zdjęciach i słowach było rocka pewnie tyle, co popu, ponieważ te screeny mogą mieć z trzy lata, a wtedy słuchałam raczej innej muzyki. Co by tu jeszcze? No tak, jestem dumna z naszej reprezentacji piłki nożnej. W sobotę, jak wiecie wygraliśmy 2:0 z Niemcami - mistrzami świata. Wczoraj ze Szkocją 2:2, ale to i tak nie jest wcale zły wynik. Oby Polsce szło tak dalej. :D

 Daję jeszcze teledysk zespołu Red do piosenki Feed The Machine. Lubię ich kawałki, a tu dodatkowo niezłe video.

W pierwszym momencie patrząc na tekst Feed The Machine oraz sam tytuł otrzymujemy słowa "nakarm maszynę", co oznaczałoby według mnie poddanie się jakiemuś systemowi, niezważanie na to, co czynimy, byleby iść do przodu nawet raniąc przy tym innych. Wszakże w pewnym momencie, prawie pod koniec, pojawiają się słowa "wake up, wake up and kill the machine". Chodzi bowiem o to, by obudzić się, przestać robić bezmyślnie to, co dotychczas, zacząć świadomie żyć, samemu decydować o swoim losie. Przynajmniej taka jest moja interpretacja. ;) Ten kawałek w chwilach zwątpienia daje mi bodziec do działania. Zresztą tu macie taki niby "wiersz" - nie mogę tego tak nazwać, gdyż poetką nie jestem i się nie nadaję - i on bardziej przekaże Wam znaczenie dla mnie muzyki:

Kiedy wszystko wydaje się szare,
wtedy tracę w życie już wiarę.
Czuję, iż dłużej tak być nie może,
lecz kto mi w tych chwilach pomoże?
Inni też mają swoje sprawy,
niepotrzebne im moje obawy.
Co zatem me myśli ukoi?
Opuszczają mnie siły powoli.
Ostatnie wyjście znajduję -
- słuchawki z szafki wyjmuję.
Muzyka jak ocean przepływa,
otacza mnie, moc odkrywa.
Chęć do działania wraca
i złe karty odwraca.

Te dźwięki tak pięknie brzmią,
że nigdy z mej pamięci nie znikną.

To tyle, mam nadzieję, że nie zanudziłam Was do reszty. Dziękuję za uwagę. ;)

niedziela, 21 września 2014

Muzyka, marzenia, wspomnienia Emmy

 Serdecznie Was witam, drodzy czytelnicy! :D Mówi się, iż wszystko ma swój czynnik sprawczy, a przynajmniej jeśli chodzi o zagadnienie stworzenia świata. Chodzi mi jednak o to, że do wykonania co niektórych  rzeczy potrzebujemy inspiracji. Czasem zdają się one być pozornie niezbyt wielkie. Jak np. dzisiaj wieczorem coś mnie skłoniło napisać wreszcie post - dokładniej nastąpiło to dzięki komentarzom oraz...
tak, temu zdjęciu. ;D Możecie sobie zadać teraz pytanie "dlaczego?". Wyjaśniam: jeśli by ktoś nie wiedział są na nim David Guetta (mój ulubiony DJ, kompozytor) oraz Jared Leto (wokalista 30 STM, rockowego zespołu, którego jestem fanką). Moi idole spotkali się i zrobili razem fotkę. Mnie na serio to cieszy. Czemu właściwie? Sama nie wiem. Guetta dodając to na fb napisał "I feel like I just met my brother!!!" i też przyznam, że są podobni, a co tam. Bardzo chciałabym, aby kiedyś nagrali razem jakiś kawałek. To by mogło być połączenie moich obu ulubionych gatunków; rocka i electro. Postacie te więc ukazują moje zamiłowanie do tych obu rodzajów muzyki. Pozytywna energia do mnie wróciła, yeah! Przyda się na kolejny tydzień nauki.
Dorzucam jeszcze takie obrazki wyszukane w necie, rzecz jasna:
"Jeśli masz dosyć odwagi, żeby marzyć, wszystko jest możliwe!" Jared Leto
Tak mnie coś wzięło na pozytywne myślenie. Teraz wszystko wydaje mi się takie osiągalne. ;D Ludzie, uwierzcie w siebie! Wiele z Was ma swoje talenty, pasje, a nie wiedzieć czemu boi się je wykorzystać. Chcecie w przyszłości żyć szczęśliwie? To działajcie, znów zacytuję lidera 30STM "Do Or Die" (to również tytuł piosenki). Czas na decyzje większość z Was ma pewnie jeszcze przed sobą. Wykorzystajcie to, bo inaczej za parę lat będziecie żałować. Niektórzy z Was pewnie potrafią śpiewać, grać na instrumentach, tańczyć... i wiele różnych zdolności posiadacie. Inni wiele by dali, żeby mieć takie talenty, jak Wy, naprawdę. :)

Teraz taka druga część wpisu:
Zatem wspomnienia, jak je właściwie odtwarzamy? Może widzimy w myślach urywki jakiś zdarzeń, po prostu obrazy. Będę więc tu dawać mniej tekstu niż dotychczas. Słowa posłużą nakreśleniu sytuacji, przedstawieniu pewnych faktów, dopełnieniu. Zresztą z pewnością chętniej pooglądacie screeny z The Sims 2 - nie są nowe, mogą mieć trzy lata, a inne i tak różnią się o rok, trochę je zbierałam. Mamy szkołę, toteż czas jest istotny, fotki ogląda się szybciej. Z góry też zaznaczam, iż wypowiedzi będą raczej w stylu potocznym, a dokładniej takim, który używałam może z trzy lata temu, żeby lepiej oddać koloryt przeszłości. Tekst, który teraz zamieszczę, to wspomnienia Emmy Czartoryskiej (pisane z jej perspektywy w czasie teraźniejszym, gdyż chcę trochę odmiany i jestem ciekawa, co z tego wyjdzie), głównej bohaterki mojej niby "powieści" - jak na razie przerywam jej tworzenie.

 "Pamiętam, przeprowadziliśmy się do nowego miasta...
 Rodzice coś załatwiają, a my - mój brat Marius, moja najlepsza kumpela Agnes White, jej siostra Ashley i brat Robert oraz ja Em - spędzamy czas na jakimś wolnym terenie. Znajduje się tam maszyna do puszczania baniek mydlanych czy coś takiego. Niestety są tylko cztery miejsca i Ash się teraz z nami nie bawi.
Nowa miejscówka, czas więc wznieść toast. Robitzu przynosi szampana i gotowe. Nieoczekiwanie podchodzi do nas jakiś starszy mężczyzna. Chce się dołączyć? No niech już będzie z litości, ale tylko jeden kieliszek! W końcu to my świętujemy.
~~
Blondynka - Agnes, 
chłopak w czarnych włosach - Marius, 
dziewczyna w brązowych - Emma, 
w czarnych - Ashley, 
nastolatek w brązowych - Robert
~~
Nadszedł ten magiczny wieczór... Okay, wielkich rewelacji nie ma, lecz i tak w takim towarzystwie czas musi być świetnie spędzony. Ognisko, pianki - czegóż więcej chcieć? Podobna scena była w Kac Vegas w Bangkoku, przed wieczorem kawalerskim. Alan coś sknocił jak zazwyczaj i dosypał takiego towaru, że towarzysze ponownie mieli trudności z odtworzeniem wydarzeń poprzedniej nocy. Wracając do rzeczywistości u nas takiej akcji oczywiście nie ma. No bo co by powiedzieli nasi rodzice?"

 "Ma być melanż, ale teraz już widzę, że zapowiada się raczej zbiorowe spotkanie. Jesteśmy w domu sióstr White. Robert i Ashley pierwsi do piwa, proszę, jakie zgodne rodzeństwo. Zaznaczę, iż dziś pijemy w kubkach. Ktoś się nawet postarał o automat z cigarettami (czyt. sigaretami, tj. papierosami z ang.). W tle mimo wszystko muzyka, najczęściej Davida Guetty np. "Little Bad Girl".
Siemasz Cody, napój dobry? Na pewno, aż oczy mu się świecą. Ashley urządza sobie natomiast pogawędkę z Rachel. W ogóle to podobają mi się te fotele, w takim klasycznym stylu. Rodzice wiedzieli, co wybrać córkom. Nie sądzę jednak, aby byli świadomi, że potem ich syn będzie tak chlał tu na potęgę. Żartuję w tym momencie, ale i tak muszę za chwilę iść podenerwować Robitzu. W końcu to mój były.
Siedzi teraz koło Ash i swojej dziewczyny Holly-dolly jak to lubię dodawać do jej imienia. Dyskusja o pacyfizmie z bratem jednak bardziej mnie wciągnęła. Dodam, że moje czerwone teraz włosy bardzo mi się podobają. Mam się za buntowniczkę i idee hipisowskie są mi raczej niezbyt bliskie.
Nie chcąc przerywać zapewne fascynującej pogawędki szczęśliwej pary, przysiadłam się do Agnes. Jej nowa fryzura również wymiata. Teraz ja sobie piję i słucham kumpeli. Mam wrażenie, że ten Stu się na nas gapi, a właściwie na Agnes - w tej chwili dla niepoznaki patrzy się przed siebie. Niech Marius lepiej strzeże swojej dziewczyny.
No tak, a mój brat tutaj rozmawia sobie przy piwie z jej siostrą. Cody, mógłbyś być chociaż jednym porządnym i nie palić. Zawiodłeś mnie. Na podłodze już kubek? To co to będzie pod koniec?
No mam cię! Ten cigarette widzę nie służy ci. Odpycha cię? Powiem o wszystkim twojemu ojcu! Okay, tylko żartuję. W tle leci Benny Benassi vs. Public Enemy - Bring The Noise (Pump-kin Remix).
Normalnie wbiło nas w kanapę, a Rachel chyba nie najlepiej się czuje. Co jest w tych cigarettach, pytam się? Kto wie, skąd pochodzi ten automat?
Agnes jest wreszcie obok Mariusa. Muszę przyznać, że jedzenie z Mc Donalda rządzi. Zaraz wezmę sobie hamburgera i moje ulubione jedzenie czyli frytki."

 Pragnę tylko dodać, że opisane wydarzenia są przeszłością Em z powieści. Ciekawe, czemu dziewczyna na studiach przestała palić? No i trochę się ogarnęła z imprezami. Czyżby studia zmieniały człowieka? Z niektórymi jednak jest właśnie na odwrót, zwłaszcza w akademikach. Ale nie ważne. Ten wpis może nie jest zbyt długi, ale zastanawiam się nad koncepcją "minimum słów, maksimum treści" - jak to bywało w stowarzyszeniu Awangardy Krakowskiej. No dobra, mi wiele do tego brakuje, a właściwie to na odwrót, gdyż powinnam pisać mniej. ;)
Uaktualnienie z 22.38.:
Właśnie wygraliśmy w siatkówkę! :D Polska zwyciężyła z Brazylia, jesteśmy mistrzami świata!!! Coś pięknego. No i jeszcze na TVN 7 leci jeden z moich ulubionych filmów "Gladiator".
Zatem to wszystko. Na razie. :D Stay positive!

środa, 27 sierpnia 2014

Powieść

 Siema! Jak wiadomo niedługo szkoła. Nawet nie wiem, kiedy wakacje tak zleciały. Z doświadczenia jednak miałam świadomość, że jak zwykle wolność minie niespostrzeżenie. Pójdę teraz do trzeciej klasy liceum i czeka mnie matura. Muszę przyznać, że egzaminu dojrzałości obawiam się niebywale. Najbardziej przeraża mnie perspektywa ustnego polskiego - dotychczas można było wybrać sobie samemu temat, dobrze się do niego przygotować - polegającego akurat od mojego rocznika (nieszczęsne '96) na losowaniu kilka minut przed wypowiedzią. Dodam, że zakres obejmuje także gimnazjum, kiedy to nie było jeszcze wiadome, jak będzie wyglądać matura. Zatem byli moi nauczyciele na pewno nie przerobili wszystkiego, a kto wie? Ja mam takiego pecha, to może właśnie to wylosuję? Okay, koniec użalania. Proszę, kolejna część powieści:

 W piątek rano przed zajęciami Emma spotkała na stołówce Johna siedzącego przed laptopem.
- Cześć - powiedział patrząc w ekran.
- Czym ty jesteś tak zaabsorbowany? - spytała podchodząc do niego od tyłu i patrząc przez ramię.
Chłopak był na stronie jakiegoś forum o wolnomularstwie.
- A ty znowu z tym? - zapytała Em zajmując miejsce na krześle obok.
- Tak - odpowiedział kierując już teraz na nią swój wzrok. - Poczytałem niektóre posty i tak sobie myślę, czy nie skontaktować by się z jakimś bardziej doświadczonym użytkownikiem.
- No to pokaż jakiś spis.
John wszedł zatem w odpowiednią zakładkę. Pojawiła się lista nicków i małe awatary obok nich. Emma wodziła po kolei oczami po każdej z nazw. Nagle wskazała prawą ręką jednego z użytkowników.
- Ja go znam! - zakomunikowała miło zaskoczona.
- Jesteś tak sceptycznie nastawiona do naszego pomysłu, a sama masz takich znajomych? - zauważył Hill przechodząc na stronę konta tejże osoby.
- Szczerze, to nie wiedziałam, że on może mieć takie zainteresowania. Właściwie on jest kolegą mojego ojca, a był moim nauczycielem fizyki - wytłumaczyła zerkając na profil.
- Wszechstronny ten HeinzM. - Taki właśnie ten użytkownik miał nick na forum. - Można by się z nim jakoś skontaktować?
- No pewnie, mam go w znajomych na facebooku. 
- Byłbym wdzięczny gdybyś to jak najszybciej załatwiła. Taka drobna przysługa w zamian za udział w tej sesji na konkurs.
- Okay - zgodziła się.
Nagle usłyszeli jakieś kroki, ktoś najwyraźniej schodził ze schodów. Student momentalnie zamknął laptopa. W drzwiach po chwili pojawił się Matthew Tellmer i podszedł, do nich.
- Siema, a co wy tak cicho? - zapytał.
- Siema - odpowiedzieli niemal równocześnie Emma i John. Dalej mówił chłopak. - Bo słyszeliśmy, że ktoś idzie.
- I co, macie jakieś tajemnice, o których nikt nie może usłyszeć? - zadał pytanie rozbawiony Matt.
- Żebyś wiedział. - Zaśmiał się John. - Ale skoro chcesz wiedzieć, o czym gadamy, to słuchaj. A powiedz, Emmo, Heinz skarżył się na ciebie ojcu?
- No co ty, żartujesz? Fizyka szła mi całkiem nieźle. To nawet dość interesujący przedmiot. Dobra, ja lecę na zajęcia - odrzekła odchodząc.
- Co za Heinz? - spytał zaciekawiony Matthew.
- To bardzo długa i żmudna zarazem historia, nie będę cię nią zamęczać z samego rana. - Gdy Hill to mówił, twarz kolegi stawała się mimo wszystko coraz bardziej zafascynowana. Toteż blondyn po prostu powiedział - to był jej nauczyciel fizyki i kumpel jej ojca. O to chodziło.
Dalej kontynuowali rozmowę o tym m.in., co się dzieje na uczelni, a zatem także o konkursie.
Emma natomiast spotkała na korytarzu nowego, ostatniego już współlokatora. Chłopak podszedł w jej stronę, podał rękę i odparł
- Hej. Nazywam się Damien Harris. A ty?
- Emma Czartoryska, miło mi - odpowiedziała oddając uścisk dłoni.
- Mi również. Pewnie domyślasz się, że także będę tu teraz mieszkał?
- No tak. Coś późno przyjechałeś. Nie będziesz mieć przez to kłopotów na uczelni?
- Miałem na głowie pewną sprawę, ale wszystko jest załatwione.
- To najważniejsze. Widziałeś się już z resztą?
- Jeszcze nie, właśnie przechadzam się tu i rozglądam. Pewnie są jeszcze w swoich pokojach.
- Niektórzy pewnie tak, ale na stołówce - mówiła wskazując ręką lewą stronę - spotkasz dwóch współlokatorów. Ja spieszę się teraz na uczelnię.
Nowo poznany student udał się za poleceniem w wyznaczone miejsce.
 Kiedy Em była już przed budynkiem uczelni napisała szybko smsa do Hilla: "W przerwie skontaktuję się z Heinzem i dam ci jak najszybciej znać czy są jakieś rezultaty". Pierwsze dwie godziny wykładów zleciały dziś studentce wyjątkowo szybko. Po nich usiadła sobie na ławce, wyjęła telefon i weszła na facebooka. Miała szczęście, ponieważ jej były nauczyciel akurat był w sieci. Napisała do niego, iż jej kumpel jest zainteresowany masonerią. Kolega ojca Em odpisał w miarę szybko, zaproponował nawet, że mogą go odwiedzić, a on podzieli się chętnie z kimś swoimi spostrzeżeniami. Ucieszył się bowiem, gdyż wreszcie znalazł kogoś z otoczenia podzielającego jego nietypowe zainteresowanie. Emma obiecała dać odpowiedź po kolejnych zajęciach. Tymczasem zadzwoniła do Johna i przekazała mu wiadomość. Chłopak był zadowolony i powiedział, iż mogliby wpaść do Heinza w weekend. Okazało się, że nauczycielowi fizyki również to odpowiada, zaproponował spotkanie na sobotnie po południe. Emmie zostały tego dnia jeszcze tylko ćwiczenia ze szkicowania. Udała się w miejsce, gdzie niektórzy już zaczynali rysować, pani profesor jednakże jeszcze nie było. Zauważyła nagle Tamorę wraz z poznanym dziś rano kolegą, którzy ruszyli w jej stronę.
- Hejka, dopiero teraz udało mi się ciebie złapać. Co ty na to, żeby jutro porobić te zdjęcia? - spytała blondynka.
- Akurat jutro? - zapytała lekko zaniepokojona Emma, nie mogła powiedzieć koleżance o swoich planach, skoro poprzedniego dnia rano udawała z Wardem i Hillem, że sprawa z wolnomularstwem była tylko żartem. Wpadła jednak na pewien pomysł. - Czekaj. Nasze zdjęcia muszą być jak najlepsze. Pewnie większość zrobi je w tym mieście, a ja proponuję byśmy na weekend wybrali się do mnie. Mam w końcu własne mieszkanie, więc musi być z niego chociaż chwilowy pożytek.
- Serio? Byłoby ekstra! - odrzekła ucieszona King.
- To postanowione, ruszamy jutro z rana.
Damien nie wtrącał się do rozmowy, gdyż i tak nie dotyczyła ona jego. 
 Około 18.00. Em skończyły się ostatnie zajęcia. Wróciła jak najszybciej do akademika. Teraz musiała wyjaśnić wszystko Johnowi. Ten z początku wątpił w słuszność planu, ale Czartoryska obiecała mu, że współlokatorka na pewno nie dowie się o spotkaniu z Heinzem, który mieszka w tym samym mieście, co niegdyś Em.

 Następnego dnia podekscytowana Tamora zaczęła budzić koleżankę już o 6.30. Emma otworzyła więc oczy i zapytała suchym tonem:
- Czego ty ode mnie chcesz? Mamy weekend, a budzisz mnie tak wcześnie. - Po czym odwróciła się na bok chwytając lekko za poduszkę.
- Wstawaj, jedziemy! - mówiła radośnie Tam.
Em spojrzała na kumpelę od góry do dołu i okazało się, że ta była już przebrana.
- No dobra - uległa Czartoryska odsuwając kołdrę, powoli przeciągając się i raz ziewając. - Ale co z Johnem?
- Zaraz też po niego pójdę. 
- Okay, nie tylko ja będę cierpieć. - Zaśmiała się Emma.
W czasie gdy Tamora poszła po Hilla Em wybrała ubrania i udała się do łazienki. Kiedy przyszła już gotowa do pokoju, King oznajmiała jej, że John niebawem ma zjawić się na stołówce.
Po zjedzeniu wspólnie śniadania trójka studentów była już gotowa. John wezwał taksówkę, postanowili równomiernie podzielić koszty. Wzięli ze sobą torby z ubraniami, które zapakowali do bagażnika. Około 10.00. byli na miejscu. Emma wyjęła z kieszeni klucze od domu i zaprosiła towarzyszy do środka. Studenci wyjęli swoje bagaże z samochodu, po czym rozłożyli je na kanapie. Emma zaproponowała, aby na początek zrobili sobie zdjęcia w normalnych rzeczach. Powiedziała także, że zabierze ich teraz swoim autem w odpowiednie do tej sesji miejsce. Nie brali zatem ze sobą żadnych przedmiotów, oprócz lustrzanki, którą wzięła Tamora. Po piętnastu minutach byli już w wyznaczonej lokacji.
- To tutaj! - zakomunikowała Em wychodząc z pojazdu. - Chodźcie za mną. - Wykonała charakterystyczne dla tego wyrażenia zamachnięcie ręką.
- Co to za miejsce? - spytała Tam.
- A jak myślisz? - odpowiedziała pytaniem podchodząc w stronę makiet.
- Przecież to jest studio filmowe - powiedział uśmiechając się John. - Na pewno możemy tu przebywać?
- Na zewnątrz tak, co innego, gdybyśmy chcieli dostać się do środka. Wtedy musiałabym wziąć przepustkę - tłumaczyła Emma.
- Ty tam byłaś? - zadała pytanie blondyka.
- Pracowałam w wakacje na niezbyt ważnym stanowisku. Dlatego też wybrałam takie studia, by móc tutaj spełnić swoje cele - mówiła zadowolona brunetka.
- To przyszłość masz zapewnioną - zauważył Hill. - Jakby co wkręcisz mnie do jakiegoś filmu, jako aktora?
- Nie wiedziałam, że masz takie ambicje. No jasne, że załatwię ci robotę, będziesz statystą.
Trójka młodych dorosłych jeszcze trochę pożartowała, a następnie znaleźli kobietę, która zgodziła się zrobić im fotografie na tle makiety domu, chodziło bowiem o przedstawienie zwykłego życia. Studenci wspaniale bawili się podczas pozowania.
~~ Oto rezultaty:
~~
Potem postanowili przebrać się za hipisów. W tym celu wrócili do domu Emmy. Zaczęli szukać odpowiednich ubrań. Dziewczyny szybko poradziły sobie z tym zadaniem, John jednak miał wątpliwości.
- No nie wiem - mówił. - Ja naprawdę muszę to ubierać? Może tylko wy będziecie na tych zdjęciach?
- Nie ma mowy - odrzekła Tam.
- Właśnie. Widziałeś jak było zabawnie podczas przygotowywania zdjęć w normalnych ciuchach, a co dopiero jako hipisi - przekonywała Czartoryska.
- Ale przecież będę wyglądał jak jakiś bezdomny, że też nie mieli bardziej odpowiednich ubrań w sklepach. A zresztą co mnie to. Będę jak hipis! Pokój, miłość, wolność i te sprawy - ciągnął z entuzjazmem. - Więc mam schowane zioła i piwo jako rekwizyty.
- Prawdziwe zioła? - spytała zaskoczona King. - Ja mam fajki jakby co.
- To weźmiesz, mogą się przydać. A moje zioła są lecznicze, tak abyśmy bez żadnego uszczerbku na zdrowiu mogli je zjeść. Nie są to żadne narkotyki. Oczywiście masz zapalniczkę? - zapytał odwracając wzrok w stronę blondynki, ta jednak pokiwała głową przecząco.
- Spokojnie, ja mam - odparła Em. - Przyda też się rozpalić jakieś ognisko.
Następnie ekipa przebrała się w wyznaczone rzeczy. Na koniec Emma przewiązała sobie włosy bandaną i wyprostowała końcówki. John natomiast włożył czapkę i zmienił nieco uczesanie. Odnośnie Tam wszyscy zgodnie stwierdzili, że ma ona już odpowiednią fryzurę. Wszakże, aby coś zmienić namalowała sobie na twarzy wzór z gwiazdkami.
- To teraz kierunek, plaża! - zakomunikowała Czartoryska. - W taką pochmurną pogodę nie będzie tam dużo ludzi.
Emma również tym razem kierowała samochodem, gdyż najlepiej znała miasto. Na plaży zauważyli kogoś.
- To Matthew Hamming! Ten aktor - krzyknęła podekscytowana Tamora.
- Jesteś jego fanką? - spytała spoglądając na koleżankę Czartoryska.
- No pewnie.
Emma ku zdziwieniu towarzyszy bez skrępowań podeszła do gwiazdora. Toteż John i Tamora dołączyli do niej.
- Siema, Matthew - powiedziała ucieszona brunetka.
- No cześć! - odpowiedział aktor. - To już prawie tydzień, jak cię tu nie było. Jak tam studia?
Emma opowiedziała mu krótko o uczelni. Następnie wyjaśniła kompanom, że poznała Hamminga we wcześniej odwiedzonym studiu filmowym i przedstawiła ich sobie nawzajem
- Powiedz hipisko - odparł Matthew - to nowi przyjaciele przekonali cię do tego stylu?
- No tak - zaśmiała się. - Bierzemy udział w konkursie. Chodzi o to, by zaprezentować różne style. A właśnie, zgodzisz się być naszym fotografem?
- Zazwyczaj to inni chcą mi robić fotki, będzie miła odmiana.
- A mógłby pan zrobić sobie z nami zdjęcie? Wtedy na pewno wygramy! - zaproponowała Tamora.
Doszli wszakże do wniosku, iż aktor nie będzie pasował na razie do zdjęć, lecz wyraził on chęć późniejszego spotkania w jednym z klubów.
- Może zrobicie coś w stylu młodzi i bogaci? - spytał.
- Hm... Nie wiem czy to przejdzie... Mam! Miłość na bogato, to w końcu serial telewizyjny, więc może być. Co z tego, że trochę śmieszny - odpowiedziała Emma.
Tam nie miała jednak odpowiedniej kreacji, toteż Hamming obiecał, iż odwiedzą prędzej studio filmowe i tam coś wybiorą. Teraz szczęśliwa trójka mogła już w spokoju przystąpić do zdjęć. Lustrzankę obsługiwał zatem gwiazdor. Najpierw Emma rozpaliła ognisko. Podczas wykonywania fotografii było mnóstwo śmiechu i zabawy. Studenci pożyczyli nawet później od jakiegoś przechodnia koszyk do pikniku. Jedzenia jednak z niego nie ruszali. Pewien chłopak użyczył im swojej gitary, gdy zobaczył, kto jest ich fotografem. Zioła natomiast posłużyły zarówno do zjedzenia, spalenia, by uzyskać kolorowy dym bez niszczenia przyrody oraz jako ozdoba umieszczona przez nich na ziemi.
~~ Zdjęcia hipisów (niestety nie mogłam znaleźć bardziej pasujących ubrań, mam jednakże nadzieję, iż stroje ujdą w tłoku xD):
~~
Po wszystkim Emma spojrzała na telefon i uświadomiła sobie, że za pół godziny ma odbyć się spotkanie z Heinzem. Podeszła do Johna i powiedziała mu o tym, gdy Tamora była zajęta rozmową z Hammingiem. Czartoryska oddaliła się trochę, zadzwoniła do entuzjasty wolnomularstwa, wyjaśniła sprawę i przełożyła spotkanie na niedzielę. Wróciwszy w stronę ekipy dziewczyna wyszeptała Hillowi, co zostało uzgodnione. Teraz dwójka zainteresowanych masonerią była gotowa do dalszych zdjęć.

 W następnej notce dalszy ciąg sesji. ;) Podczas przygotowywania simów, lokacji oraz wykonywania screenów towarzyszyły mi kawałki polskiego zespołu Manchester (najczęściej Lubię Twoje Włosy - klimat z teledysku przypasował), jak i Nirvany (np. Lithium). Styl hipisów jest spoko, więc nie przejmujmy się problemami. Wszystko się ułoży. (Zakończenie zupełnie inne niż początek wpisu. xD) Stay positive. Remember: Peace and love!